czwartek, 4 października 2012

Rozdział XXII


Nutka ->  Coldplay ft. Rihanna -Princess of China <--- Dzięki Julia , że mnie nią zaraziłaś <3


Hermione obudziły jakieś szelesty i chłód. Przekręciła się na drugi bok , lecz zamiast trafić na miękki materac wylądowała na czymś twardym i zimnym. Przetarła oczy i je otworzyła. Znajdowała się w lesie , koło jakiegoś pnia. Podźwignęła się na nogi i otrzepała bluzę. Rozejrzała się w około , a pierwsze co zobaczyła to roześmianą twarz Dracona. Na jego twarzy znów pojawił się ten sam szyderczy uśmieszek co zawsze.
-No dalej Granger wstawaj. Zaraz zaczynają się eliksiry.
Te słowa kompletnie je rozbudziły. Przestała myśleć o tym , że prawdopodobnie spędziła całą noc ze Ślizgonem. Gnała przez błonia , a wiatr targał jej włosy. Przebiegła przez główny korytarz i wpadła do Wielkiej Sali. Usiadła koło Freda i szybko zaczęła jeść tosta.
-Gdzie Ty byłaś? - zapytał szeptem rudowłosy.
Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami:
-A gdzie ja mogłam być? W sypialni.
Chłopak spojrzał na nią podejrzliwie i chwycił jej dłoń. Od razu poczuła przyjemne mrowienie i ciepło na dłoni.
-Jesteś lodowata... Przykryłaś się kołdrą?
Szatynka pokręciła głową , to nie było kłamstwo. Nastała niepokojąca cisza. Nie chciała dłużej w niej siedzieć , więc zapytała:
-Idziemy dziś się przejść?
Nieco zdumiony Fred pokiwał z entuzjazmem głową i ucałował ją na pożegnanie. Hermiona w dobrym nastroju wyszła z sali i poszła po książki na dziś. Zaczynała od 2 godzin eliksirów. Tematy są proste , więc na pewno wykaże się wiedzą. Tyle , że jest ona ze Snapem... Pewnie tego nie doceni i prędzej da jej minusowe punkty.. Najlepiej będzie jak zacznie uważać na lekcjach. Potem razem z Fredem zostaną sami. Skierowała się do lochów i biegiem wpadła do sali , żeby się nie spóźnić.
-Dokąd pani tak spieszno , panno Granger? - usłyszała za sobą lodowaty ton. - Gryffindor traci 10 punktów za bieganie po lochach.
Dziewczyna westchnęła i zajęła miejsce. Wiedziała , że tak będzie. Rozłożyła wszystko na stoliku i przyjrzała się instrukcji na tablicy. Dziś ważyli jakiś nieznany eliksir. Wrzuciła do kociołka kolejno : mięte , pancerzyki chitynowe , sok z cytryny i figi abisyńskie. Eliksir zmienił kolor na niebieskawy a zapach przypominał kobiece perfumy. Wlała próbkę cieczy do probówki i zaniosła do oceny.  Dostała N. Z grymasem na twarzy posprzątała swoje rzeczy i wyszła z klasy.
-Wreszcie obiad - pomyślała.
Usiadła na swoim miejscu i zajadała się przepysznym kurczakiem. Na przeciwko siedział Ron z rozmarzoną miną. Wtedy przypomniały się jej te bolesne słowa... To szlama.. Potrząsnęła energicznie głowa chcąc wypędzić złe myśli. Co jakiś czas spoglądała w stronę drzwi , czy czasami Fred nie idzie. Nie przyszedł na obiad.. Co się stało??

Z perspektywy Freda

Kierowałem się w stronę Wielkiej Sali , gdy drogę zastawiła mi Katherine. Boże co ta wariatka ode mnie znowu chce... Skrzyżowałem ręce na piersi i stanąłem.-Czego znowu chcesz?-Pogadać - mrugnęła porozumiewawczo.
Wzniosłem oczu ku niebu.
-Nie mam czasu na rozmowę z Tobą - warknął.
-Ale jednak to zrobisz - powiedziała stanowczo.
-Niby czemu? - zapytałem zbity z tropu.
Brunetka chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła w kąt. Nawet nie wiedziałem , że jest taka silna.
-Więc mów nie mam czasu.
Odr razu pożałowałem tych słów. Dziewczyna rzuciła się na mnie , zarzucając ramiona na moją szyje. Próbowałem ją odepchnąć , ale była zbyt silna. Całowała mnie namiętnie , ale bez odwzajemnienia. Stałem i czekałem , aż skończy. Niespodziewanie zaczęła wkładać ręce pod moja koszulkę. Tego było już za wiele!
-Prze.stań! - krzyknąłem , odpychając ją od siebie. - Kur... co Ty wyprawiasz?! Miałaś mi dać spokój a Ty znowu zaczynasz!
Uciekłem stamtąd najszybciej jak mogłem. Pognałem byle jakimi schodami , byle być jak najdalej od Kath.. Co za wariatka.. Do reszty zdurniała...Ale koszmar miał się dopiero zacząć...
Powitajmy 22 rozdział :D Dzięki pomocy Julli , ukończyłam go dość wcześnie :) Dedykuje go więc , jej oraz Martynie ;*

środa, 3 października 2012

Rozdział XXI


Nutka -> Pezet - Supergirl ;D


Z perspektywy Rona

Moja ukochana Katherine miała zaciśnięta pięści , i aż kipiała wściekłością. Ale dlaczego?
-Kochanie.. - zacząłem. 
Chciałem chwycić ją za rękę , ale szybko odskoczyła.
-Odwal się idioto! Sio! Akysz! - krzyczała.
Wymachiwała rękami , jakby jakaś natrętna mucha latała jej koło nosa. Nie zrażało mnie to przed kolejnym krokiem w jej stronę. Nie zdążyła nawet nabrać powietrza do płuc , gdy przyłożyłem swoje usta , do jej ust. Miała bardzo miłe i ciepłe usta. Wpijałem się w nie intensywnie nie zwracając uwagi na jej szarpaniny i jęki. Złapałem ją w pasie i przyciągnąłem bliżej. Byłem jak w raju, naprawdę. Wszystko jakby stanęło w miejscu.
-Zos...taw mnie do ja..sn..ej cholery! 
Brunetka wyrwała się z mojego uścisku otrzepując pognieciony sweterek.
-Do reszty zdurniałeś? Ty mnie nie kochasz! Tylko ją! - wskazała na szatynkę stojącą obok Freda.
Dziewczyna wpatrywała się we mnie intensywnie , z wymalowanym zdziwieniem na twarzy. Wzruszyłem ramionami:
-Nie kocham jej! To szlama!
Po tych słowach zrobiło się prawdziwe piekło...


Z perspektywy Hermiony

-...To szlama!
Tylko te słowa dotarły do Hermiony. Potem nastąpił prawdziwy chaos. Fred wyrwał się z objęć dziewczyny i pobiegł w stronę swojego brata. Uniósł go w górę.
-Coś Ty powiedział?! - wybuchnął.
-Powiedziałem , że Twoja dziewczyna to szlama - powiedział spokojnie.
-Powtórz , to obiecuję , że wylecisz przez najbliższe okno.
Dziewczyna obserwowała kolejną bójkę braci. Nie mogła się poruszyć , jakby nogi wrosły jej w podłogę. W głowie , echem odbijały się raniące słowa Rona.
Szlama.Nie sądziła , że kiedykolwiek usłyszy to od niego. Był jej przyjacielem. Nogi ugięły się pod nią i upadła na kolana. Zasłoniła twarz dłońmi nie zwracając uwagi na to , że prawdopodobnie wszyscy się na nią patrzą. Nie obchodziło jej zdanie innych. Miała to wszystko gdzieś. Pomiędzy kotłującymi się myślami przebijały się pojedyńcze słowa:
-Przeproś...!
-Mówiłem.. prawdę! - wysapał Ron.
Łzy ciekły intensywnie po rozgrzanych policzkach , kapiąc na czerwony dywan. Słyszała ciosy i uderzenia , ale nie miała siły nawet otworzyć oczu. Chciała położyć się na środku tego cholernego salonu , zwinąć się w kłębek i zasnąć. Serce pękało z każdą sekundą.. Uświadomiła sobie , że Dracon chciał się z nią spotkać dziś o 19 na pniu. Nie myśląc długo wstała i wybiegła niezauważalnie z Pokoju Wspólnego. Rękawem wytarła resztki tuszu i łzy z twarzy. Biegła po marmurowych schodach , potem po błoniach potykając się o konary drzew. Słońce już zachodziło razem z purpurowymi , pomarańczowymi i złotymi smugami na niebie. Jezioro błyszczało , odbijając pierwsze gwiazdy. Nie wiedziała , czy dobrze robi. Chwilę się wahała , gdy mijała kolejne zakręty pomiędzy drzewami. Widząc postać o blond włosach rozpromieniła się. Słysząc szelest liści Draco odwrócił się w jej stronę. Zimne , stalowe oczy trochę się rozjaśniły , tak jakby się uśmiechały.
-Cześć - przywitała się.
-Cześć Granger... to znaczy Hermiono.
Zdziwiła się , słysząc z jego ust swoje imię. Przysiadła na chłodnym pniu obok Ślizgona. Było strasznie zimno , więc po chwili zaczęła się trząść. Malfoy widząc to zdjął swoją czarną marynarkę i okrył szatynkę. Przyjemne ciepło rozeszło się po całym ciele. Wdychała perfumy chłopaka z uśmiechem.
-Co się tak uśmiechasz? - zapytał blondyn po długiej ciszy.
-Po prostu ciesze się , że przyszłam tutaj do Ciebie.
-Ja też się ciesze - skwitował. 

Znów nastała cisza. Dziewczyna dotknęła zielonego mchu obok swojego biodra. Był chłodny i miękki w dotyku. Westchnęła i odchyliła głowę do tyłu. Coraz więcej gwiazd pojawiało się na niebie. Poczuła silne ramie , który ją utulało. Położyła głowę na jego ramieniu. Czuła się przy nim bezpiecznie.


Rozdział 21 napisany :D Nie wiem , na prawdę nie wiem jak mi się udało napisać ten rozdział. Coraz więcej nauki i sprawdzianów , ale staram się dla was pisać ;* Doceńcie to :)
Dedykuje go Julii i Martynie :D Thank you for everything ;*
Pozdrawiam ;)

wtorek, 2 października 2012

Rozdział XX


Nutka -> Statues z soundtracka HP ;) ( wiem , że już go podawałam)


Z perspektywy Freda

Katrherine wepchnęła mnie do najbliższej klasy. Mówiłem jej wyraźnie , że to koniec. Jeśli Hermiona by się dowiedziała o tym to byłby definitywny koniec z nami. Nie chciałem tego , zrozumiałem to czego nie dostrzegałem wcześniej. Naprawdę ją kochałem , nie doceniałem tego. Z zamyślenia wyrwała mnie ta cholerna dziewczyna.
-Kocham Cię! - krzyczała jak opętana. Próbowała się przytulić , ale nie ulegałem.
-Ale ja Ciebie nie!
Odskakiwałem w każdą możliwa stronę. Szarpaliśmy się tak przez dłuższą chwilę , aż w końcu przestała zachowywać się jak wariatka. Wyrównała oddech i spojrzała na mnie niebieskimi oczyma. Czaiły się w nich niepokojące iskierki. Zrobiłem dwa kroki w tył , uderzając plecami o jakiś filar.
-No... skoro mnie nie kochasz.. To chociaż rozstańmy się w zgodzie.. Weź ciasteczko - wskazała na różowe opakowanie.
No w sumie czemu nie? Chociaż z drugiej strony dziwne , że tak nagle przestała być natarczywa. W końcu jednak zgodziłem się:
-No dobra. Ale ostatni raz. - wyciągnąłem rękę.
Trzymałem ciastko w dłoni , nie wiedząc co z nim zrobić. Postanowiłem , że zjem je po kolacji. Skierowałem się ku wyjściu , modląc się w duchu , żeby ta brunetka w końcu się odwaliła.
-Boże za co mnie tak karasz.. - powiedział w duchu , słysząc za sobą kroki. Domknął po cichu drzwi ale z takim impetem , że trafiły w nos Kath.
-Przepraszam! - zaśmiałem się pod nosem. Nie zrobiłem tego specialnie ale i tak było śmieszne.
Odszedłem szybkim krokiem zostawiając dziewczynę samą. Teraz musiałem odnaleźć Hermionę i spędzić z nią parę upojnych chwil. Wyobrażałem sobie jej miękkie , malinowe usta wtopione w moje. Zamyślony szedłem przez korytarze i po marmurowych schodach próbując po drodze nie spaść z 6 i 7 piętra. Podałem hasło Grubej Damie i przeszedłem przez dziurę pod portretem.
-Aua! Co do ku... - zatrzymałem się gwałtownie. Przez Pokój biegła zapłakana szatynka.
Stałem jak zamurowany , co się jej stało?
-Do ku..? Tak się do mnie odzywasz? Fred jak możesz! - krzyczała moja dziewczyna. 
Była roztrzęsiona a tusz do rzęs spływał po jej zaróżowionych policzkach. Oczy miała czerwone od łez a dłonie zaciśnięte w pięści. Nie wiedziałem co powiedzieć. Uchwyciłem jej rękę w ostatnim momencie, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem w miejscu gdzie płynęła kolejna łezka. Dziewczyna trochę się rozchmurzyła, przestała się tez trząść. Gdy tak stali parę minut znów poczuli to co wcześniej w Norze. Hermiona powoli oddychała , wiem , że sprawia jej to ból. Mój brat mi za to zapłaci. Przez to ona cierpi podwójnie , jeśli nie nawet potrójnie. Przypomniałem sobie o ciastu , które Katrherine dała mi w klasie. Po kryjomu położyłem je na stolik. Zanim szatynka spostrzegła cokolwiek położyłem rękę na jej włosach. Wplotłem palce w jej grzywkę i zaczesałem ją do tyłu. 
-Kocham Cię - wyszeptaliśmy równocześnie. Uśmiechnęliśmy się do siebie i pocałowaliśmy jak nigdy wcześniej. Namiętność pojawiała się z każdą sekundą , coraz więcej , i więcej... Nie wiem ile tak staliśmy, i nie obchodzi mnie to. Liczyła się tylko ona , moja Hermiona.

Z perspektywy Rona

Byłem wściekły , zdarzało mi się to coraz częściej. Nie mogłem patrzeć jak tych dwoje się mizia.. Obrzydzało mnie to , to ja miałem tam być NIE on! Podszedłem do stolika na którym leżało smakowicie wyglądające ciastko z jakąś posypką. O drazu wsadziłem je sobie do ust. W nastepnej sekundzie mój umysł został oczyszczony ze wszystkiego. Tylko jedna osoba była przed moimi oczami. Katherine. Piękność nad pięknościami. Zauważył ją na kanapie , podszedł do niej chwiejnym krokiem i przysłonił ręką oczy.
-A kuku skarbie!
-Fred?! - zapytała. - Wróciłeś?! - wzięła ręce chłopaka z oczu.
Pobladła. Wpatrywała się tępo w Rona , który patrzył na nią rozanielony.
-Ty palancie co Ty wyprawiasz?! Czemu w ogóle masz czelność się do mnie zbliżać?! - wybuchła.
Wszystkie oczy zwróciły się na nich. Nawet zakochana para odwróciła się by spojrzeć. Nie zrażało mnie , że ona na mnie krzyczała. Kochałem ją naprawdę!


No wreszcie wypociłam 20 rozdział :D Walczyłyśmy dzielnie z Julią i wreszcie się udało :) Dedykuję go oczywiście jej <3 Wspólne pisanie rozdziałów zawsze spoko :D
Proszę o głosowanie w ankiecie ----->
Z góry dziękuje :)
Pozdrawiam ;*

poniedziałek, 1 października 2012

Rozdział XIX


Nutka -> Onar - Ja bym oszalał :)


Hermiona bacznie rozejrzała się po okolicy , była sama. Mimo to czuła na sobie wzrok kogoś... Katrherin? Freda? Rona? A może Pansy lub Dracona? Podniosła się z cichym stęknięciem , otrzepała spodnie i spojrzała na wielki zegar. Było wpół do 12. Zaraz obiad. Powoli ruszyła w stronę zamku. Korytarze , które najczęściej były pełne uczniów , teraz były opustoszałe. Tylko 4 Krukonki szły korytarzem , niosąc opasłe tomy na zielarstwo. Szeptały pomiędzy sobą , zasłaniając usta rękami. Patrzyły na nią z pogardą , jak na robaka. O co im chodzi? Szatynka spuściła głowę , prawie wpadając na Malfoya. Wyszedł ze szpitala.
-Uważaj jak łazisz szlamo! - warknął , a szeptem dodał: - O 19 na pniu.
-Uważaj na słowa! - kiwnęła głową na drugą część zdania.
Poczuła , że się rumieni. Szybko wkroczyła do Wielkiej Sali. Uczniowie kończyli w pośpiechu posiłki , zapewne chcąc odrobić na szybko zadania domowe. Przysiadła na końcu stołu i mozolnie jadła pieczone ziemniaczki z kurczakiem. Grzebała w jedzeniu , opierając brodę na ręce. Miała iść na spotkanie z Draconem? Może nie powinna...? W tym momencie przydałby się ten ''D''! Ostatnio miał rację , więc może i tym razem? Wpatrywała się w papkę , która powstała na złotym talerzu. Nagle jakaś płowa sówka wylądowała przed nią rozbryzgując kawałki jedzenia po całym stole. Ptak wystawił nóżkę , a ona odwiązała liścik. Nawet nie zauważyła momentu , gdy odleciała. Zasłoniła usta wolną ręką. Na kopercie widniało znajome pismo...

                                                                    Mionka!
Oh kochana. To było do przewidzenia , że mnie potrzebujesz. Widać nie możesz się obejść bez moich cudownych rad. W sumie to dobrze. No więc Twój Freddie już jest grzeczny , jeśli o to Ci konkretnie chodzi. A co do Draconka.. To już sprawa się komplikuje. No i jeszcze Katherine , ale po kolei. No więc Twój blondasek to nie jest świętoszek. Przespał się chyba już z połowa dziewczyn w Hogwarcie. Teraz ma Ciebie na oku. Uważaj! A co do brunetki , to też nie za wesoło. Czai się na Ciebie. Może nawet w tej chwili przygląda się Tobie z ukrycia?
Dziewczyna rozpaczliwie rozejrzała się po sali.
Hermionko nie bój się. Czuwam nad Tobą jak widać. Uważaj na tych dwoje.
                             Całusy                        
                                            D.

Przeleciała parę razy tekst. Co miały znaczyć te dwa słowa , które zostały podkreślone? Blondasek i brunetka..
-Lavender masz pożyczyć pióro i atrament na chwilkę? - zapytała dziewczynę obok.
-Jasne. Masz - podała szatynce kałamarz i pióro.
Szatynka pospiesznie wyskrobała na tyle listu te dwa słowa. Postanowiła , że przemyśli je później. Oddała Lav przedmioty i schowała list do tylnej kieszeni. Porzuciła resztki jedzenia , które nie wylądowały na stole lub na kimś innym , i opuściła Wielką Sale. Była rozdrażniona i zaniepokojona. Czyli jednak Malfoy nie był w niej zakochany , chciał ją po prostu przelecieć... Jak inne. A Kath? Teraz miała pewność , że to w nią miało trafić zaklęcie. Co chwilę rozglądała się i patrzyła czy czasami nikt za nią nie idzie. Weszła do pierwszej lepszej klasy i opadła na fotel nauczycielski. Rozejrzała się po sali. Tu odbywała się transmutacja. Chwile wsłuchiwała się w ciche bicie jej serce , gdy usłyszała czyjeś kroki. Ktoś tu idzie! Dała nura pod biurko i wcisnęła się maksymalnie. Ktoś wkroczył do środka. Dwójka ludzi...
-Co Ty wyprawiasz?! - rozpoznała znajomy głos Freda.
-Kocham Cię - mówił jakiś damski głos.
Hermiona zamarła.
-Ale ja Ciebie nie! - krzyczał rudowłosy.
Rozległy się dźwięki szarpaniny. Dziewczyna wstrzymała oddech. Bała się , że usłyszą walenie jej serca.
-No.. skoro mnie nie kochasz.. To chociaż rozstańmy się w zgodzie.. Weź ciasteczko - powiedziała Katherine.
-No dobra. Ale ostatni raz. -zgodził się chłopak.
W tym momencie w nozdrza uderzył ją zapach skoszonej trawy , pergaminu i ... pasty do zębów. Tylko skąd u licha tu takie zapachy?! Przez dłuższy czas nie słyszała żadnych dźwięków , więc wychyliła lekko głowę. Nikogo już nie było. Podniosła się w klęczek i odetchnęła z ulgą. Serce powoli spowalniało. Na biurku zostało pudełko po ciastach. Uchyliła papierowe wieczko i znów poczuła te zapachy , to były jej ulubione. Postanowiła , że weźmie sobie jedno. Schowała do kieszeni malutkie ciasteczko z wiórkami. Co McGonagall powie na to? Zresztą nie ważne. To nie ona zostawiła , ich problem. Wyszła z klasy i znów poczuła czyiś wzrok na karku , lecz gdy się odwróciła nie widziała nikogo.
Zakamarki zamku skrywają o wiele więcej tajemnic , niż nam się wydaje...


Kochani ;** Witamy 19 rozdział :) Może uznacie , że ten rozdział jest nudny itp.. Ale uważnie czytajcie! Ten rozdział ma ukryte drugie dno :) Jeśli połączycie wszystkie fakty to powinniście zgadnąć o co mi chodzi :D Życzę powodzenia :D
1. Dedykuję ten rozdział wszystkim czytelnikom , fanom a przede wszystkim -> Julii ;** , Martynie ;** , Karolinie ;** , Anicie ;** , Borysowi ;** .
2. Czekam z niecierpliwością na komentarze , wiadomości na GG i opinię! Naprawdę mnie tym motywujecie...
3. PRZECZYTAJ TEN ROZDZIAŁ JESZCZE RAZ I POŁĄCZ WSZYSTKIE FAKTY , ZANIM ZROBI TO HERMIONA ;) SUGESTIE NA GG ;)
Pozdrawiam ;**

niedziela, 30 września 2012

Rozdział XVIII

Przepraszam za wszelkie błędy jakie mogą się pojawiać. Staram się je poprawiać.
Nutka -> Posłuchaj Bicia Serca

Hermiona była na śniadaniu , paru Gryfonów właśnie zasiadło do stołu i przywitało się z nią. Posłała im tylko lekki uśmiech i odpowiedziała. Czuła się już lepiej po tym co wydarzyło się parę minut temu. Właśnie do Wielkiej Sali wkroczył dostojnym krokiem Draco. Rzucił jej pogardliwe spojrzenie i usiadł koło Pansy, która zaraz zaczęła się do niego dobierać. Taka była umowa , mieliśmy zachowywać się jak zawsze. Ciężko było nie spojrzeć na niego, na te stalowe oczy i piękne rysy twarzy. Jednak sumienie było o wiele głośniejsze od jej pragnienia. Przecież jesteś z Fredem! Nie zachowuj się jak Pansy... Kochasz go. Nie psuj związku przez Malfoya! Głosik w jej głowie mówił całkiem sensownie. Musi spędzić trochę czasu z rudzielcem , żeby znów poczuć tą miłość co wcześniej. Tylko czy jemu zależy? Nie dał znaku życia od samego rana. Normalnie siedziałby tu i rozmawiał z nią o tym wszystkim. Wzięła sobie miskę płatków owsianych i zaczęła pośpiesznie jeść. Musiała dziś iść koniecznie na lekcję i nadrobić materiał. W końcu zbliżają się SUM'y i musiała je zdać śpiewająco. Ostatnio kompletnie zaniedbała naukę. Trzeba to zmienić. Po skończonym śniadaniu poszła do Pokoju Wspólnego , żeby przygotować się na Historię Magii. Wpakowała opasły tom , kałamarz , pióro i kilka pergaminów. Rzuciła okiem na sypialnię , ale wszystko już zapakowała. Wyszła pospiesznie krzywiąc się lekko z bólu. Znów powróciło to samo uczucie wbijania tysięcy noży w brzuch. Niektórzy z Gryffindoru rozmawiali ściszonymi głosami , gdy zobaczyli Hermionę uśmiechnęli się uprzejmie i kontynuowali wcześniejsze zajęcie. Na kanapie pod oknem siedział Fred. Od razu zerwał się na równe nogi i podbiegł do szatynki. Przytuli ją do siebie i ucałował w czubek głowy. Dziewczyna zachichotała i wzięła jego twarz w dłonie. Na ustach złożyła czuły pocałunek. Zaśmiewali się tak przez parę cudownych minut. Pasowali do siebie idealnie. Całej tej scence przyglądała się z kąta Katherine. Brunetka piorunowała spojrzeniem szczęśliwą parę. Ona też tak mogła z Fredem. Ale nie! Bo wolał tą szlamę! Obiecywała sobie , że zemści się za to. Byle wybrać właściwy moment.
Rudowłosy był tak szczęśliwy , że jego dziewczyna wyszła już ze szpitala , że nie odstępował jej na krok. Odprowadzał na zajęcia , posiłki , do sypialni , biblioteki. Po prostu wszędzie byli razem. Hermiona była taka szczęśliwa. Za każdym razem całowała go czule na dowód uczucia jakie ogarniało jej serce. Chłopak uśmiechał się tylko i odwzajemniał pocałunki z dwukrotnie większym entuzjazmem. Para nie zauważała Kath , która czaiła się w zakamarkach zamku i śledziła ich po kryjomu. Już niedługo ta sielanka miała zostać przerwana. Brunetka wyciągnęła różdżkę i skierowała nią w szatynkę. Nie było to zbyt fair celować w plecy , ale nie miała innego wyjścia. Wokoło przechodzili Puchoni i Krukoni. Kręciła różdżką w różne strony tak , żeby przez przypadek nie trafić w kogoś innego. W końcu nastała ta chwila:
-Drętwota! - krzyknęła wyskakując zza rogu a promień powędrował we wskazanym kierunku.
Szatynka nie wyczuwając niebezpieczeństwa delikatnie przekręciła się z ramionach chłopaka. Zaklęcie chybiło , trafiło w osobę , która nawinęła się jak pierwsza. Malfoy padł jak długi oszołomiony przez Katherine. Dopiero po chwili wszyscy zrozumieli co się stało. Fred spojrzał z nienawiścią na brunetkę. Hermiona podbiegła do Dracona i sprawdziła czy coś poważniejszego mu się stało. Na szczęście nie. Ku nim biegła już profesor McGonagall z przekręconą tiarą czarodzieja.
-Znowu?! Po raz drugi jakiś atak zaklęciem?! Czy wyście zdurnieli?! - krzyczała kobieta. - I to na dodatek mój dom! Drugi raz! - spojrzała na leżącego blondyna. Usta rozwarły się jej ze zdumienia. - Na Ślizgona?! - wybuchła. - Profesor Snape mnie udusi! - podniosła chłopaka i krzyknęła na jakiegoś Krukona , który pomógł jej nieść ofiarę zaklęcia.
Wszyscy stali jak zamurowani , nigdy nie widzieli McGonagall w takim stanie. Była wściekła , w ciągu 3 dni Gryffindor stracił już 50 punktów. Hermiona odprowadziła wzrokiem 3 postacie. Koło niej ukląkł Fred:
-Czemu się tak rzuciłaś jak Malfoy upadł? - zapytał podejrzliwie.
-Chciałam tylko sprawdzić czy nic mu nie jest... - nie zdąrzyła ugryźć się w język.
Rudowłosy spojrzał na nią z niedowierzeniem:
-Przecież ty go nienawidzisz! I nagle taka miła dla niego jesteś? To po prostu śmieszne!
-Jestem dobrym człowiekiem! I nie myśl , że wybaczyłam mu te 5 lat upokorzenia!
Wszystko się w niej gotowało. Fred jej nie rozumiał... Wstała i usiadła na najbliższym parapecie. Uczniowie powoli szli do swoich klas , po drodze rozmawiając o całym wydarzeniu. Ona tez zaraz musiała iść na Zaklęcia. Westchnęła i zeskoczyła. Spojrzała na swojego chłopaka i powiedziała:
-Nie musisz mnie odprowadzać - odrzekła.
Chwilę spojrzeli sobie w oczy po czym szatynka odeszła szybkim krokiem. Raniło ją jego zachowanie, był zazdrosny i to strasznie. Poprostu się przestraszyła , że Draconowi coś się stało... No właśnie , przecież to jej wróg. Wyzywał ją 5 lat od szlam , nienawidził jej. I tak nagle zaczął coś do niej czuć i zbliżać się? Było to coraz mniej wiarygodne. Czego on chciał? Wykorzystać do swoich celów... ale jakich? Szła opustoszałym korytarzem przez parę minut. W końcu weszła na lekcję , mruknęła przeprosiny w kierunku profesora i usiadła w 3 ławce , koło Harrego. Wybraniec posłała jej pytające spojrzenie , ale ona tylko wzruszyła ramionami. Nie miała ochoty mówić nikomu o tym co się stało , ale i tak pewnie rozniesie się to szybciej niż wtedy. Zabrała się za wertowanie książki w poszukiwaniu omawianego tematu. Nie próbowała nawet wydusić z siebie słów by zapytać o stronę sąsiada. Próbowała skupić się na lekcji , ale znów jej nie wychodziło. Owszem , parę razy zgłosiła się do odpowiedzi i zdobyła łącznie 15 punktów dla Gryffindoru , ale to był słaby wynik. Jasne mogła się tłumaczyć szpitalikiem , ale po co? Wzorowa Hermiona Granger wszystko by już nadrobiła. Czas dłużył się nieubłaganie. Miała ochotę iść na błonia i położyć się na słońcu , w trawie. Jeszcze 10 minut... 5... 2.... I wreszcie dzwonek. Porwała swoje rzeczy i wybiegła jako pierwsza z sali. Mijała kolejnych uczniów zmierzających na obiad. Ona kierowała się w zupełnie innym kierunku. Na dwór. Pchnęła wielkie wrota i wyszła na zewnątrz. Wiał lekki wiatr a słońce grzmiało przyjemnie. Nie chciało jej się iść daleko , więc przysiadła pod murkiem i zamknęła oczy. Oddychała miarowo pomimo powracającego bólu. Analizowała sobie wszystko , aż w końcu coś przykuło jej uwagę. Draco nie miał być trafiony tym zaklęciem. Przecież on po prostu przechodził. To zaklęcie miało trafić w NIĄ. Nabrała gwałtownie powietrza. Ale kto chciałby , żeby coś jej się stało? Pansy? Ron? Rzeczywiście zauważyła kosmyk czarnych włosów , a więc Pansy. Dlaczego nie rozejrzała się? Mogła temu zapobiec z łatwością. Miała ochotę uderzyć się ręką w twarz , jaka ona jest głupia! To mogła być Katherine. Miałaby powód. Zazdrość... Wpatrywała się intensywnie w niebo.
Ktoś się na nią czaił , a ona nic nie mogła na to poradzić...


Witamy 18 rozdział :) Już mam 4000+ wyświetleń ;D Kocham was <3! A teraz do rzeczy :)
1 . Dedykuję ten rozdział szczególnie chłopakom , którzy to czytają ( jeśli są) oraz tym , którzy są dla mnie najważniejsi.
2. Fragment z McGonagall dedykuję Martynie , tak na poprawe humoru ;)
3. Po raz 3 zapraszam do pisania na GG do mnie . Nie wstydźcie się :)
4. GDY NIEBEZPIECZEŃSTWO JEST BLISKO A OBOK NIKOGO ...
Pozdrawiam ;*
.

sobota, 29 września 2012

Rozdział XVII


Nutka -> Pezet - Spadam

Biały błysk , cięcie nożem , ból nie do zniesienia i .. pustka. Tylko tyle pamiętała Hermiona po przebudzeniu. Uderzył ją biały kolor ścian. Gdzie ona była? Ostatnie co pamiętała to Pokój Wspólny Gryfonów. Wtedy Ron przyszedł i chciał coś skończyć , ale co? Uniosła się na łokciach i usiadła na krawędzi łóżka. Uświadomiła sobie , że jest z skrzydle szpitalnym. Na stoliku leżały kartki , słodycze i pamiątki. Wzięła pierwszy lepszy liścik i odczytała:

                                                    Od Ginny  

                Mam nadzieję , że obudzisz się jak najszybciej. Wszyscy się bardzo martwimy , a szczególnie Fred. Bardzo to przeżywa.                                    

                                                                                                      Szybkiej pobudki Twoja przyjaciółka.
Eh tak.. Fred na pewno się martwił , ale nie widziała żadnej kartki od niego , ani śladu jego obecności. Rzuciła okiem na kolejną kartkę:

                                                Od Rona
Wybacz mi Hermiono .. to .. to zaklęcie. Nie chciałem Cię skrzywdzić! Na prawdę! Chciałem tylko skończyć ten spór. Kocham Cię ... Wracaj do zdrowia.

Kilka razy przeczytała te kilka zdań. Więc to przez niego trafiła tutaj , ale jakim zaklęciem trafił? Nowa fala gniewu rozlała się po ciele dziewczyny. Nawet , jeśli znów wyznał jej miłość. Rzuciła karteczkę w kąt i spojrzała na następną. Była jeszcze od Harrego , Lavender , Angeliny , Deana , George'a i Seamusa. Chwilę później przyszła pani Pomfrey , żeby wypisać ją ze szpitala.
-Ci chłopcy! Tylko by w siebie ciskali zaklęciami! - jęczała pani Pomfrey łapiąc się za głowę.
Hermiona wzdrygnęła ramionami i wyszła z salki. Chłodny wiatr owiał jej twarz. Nie chciała jeszcze iść do salonu a tym bardziej do Wielkiej Sali. Była by kolejna atrakcją. Skierowała się na błonia. Lekkie promienie przebijały się przez chmury. Poczuła zapach trawy i kwiatów. Podeszła pod najbliższe stare drzewo i usiadła , opierając plecy o wilgotny pień. Wpatrywała się w jezioro w , którym od czasu do czasu pokazywała się wielka kałamarnica. Każde uniesienie klatki piersiowej bolało niezmiernie , jakby znów wbijano tysiące noży w skórę. Starała się ograniczyć to cierpienie , ale jej nie wychodziło. W końcu przyzwyczaiła się do tego. Przekręciła lekko głowę , i zobaczyła Dracona Malfoya , koło niej! Jak długo tu jest i patrzy na nią?
-Co Ty tu robisz? - zapytała.
-Chciałem zobaczyć co z Tobą , nie widać?
W oczach było widać cień troski , a może jej się zdawało?
-Aha. No u mnie w porządku jak widać - odparła bez większego zastanowienia.
-To widzę.
Przybliżył się maksymalnie do szatynki. Czuła jego oddech na szyi. Miała taką ochotę znów go pocałować! Ale wie , że nie może. Przecież on nienawidzi szlam. Pewnie się nią zabawia... Spojrzała w jego stalowe oczy , ale zobaczyła w nim małą iskierkę zauroczenia. Niespodziewanie Ślizgon złapał ja za szyje i przyciągnął jeszcze bliżej. Ich usta złączyły się w pocałunku tak namiętnym , że nie dało się tego opisać. Ciała splotły się w jeden węzeł. Chłopak położył się na niej. Hermiona poczuła mokra trawę , ale ją to nie obchodziło. Miała ochotę tak trwać na zawsze. Wplotła rękę w jego blond włosy , on dotykał każdego skrawka jej ciała. Nawet wtedy kiedy dotknął ran po zaklęciu tnącym , nie poczuła bólu , lecz ulgę. Dyszeli ciężko gdy w końcu się od siebie oderwali. Patrzyli sobie prosto w oczy. Dopiero po chwili Draco spostrzegł , że trzyma rękę na jej biuście. Szybko ją oderwał , lekko speszony. Nigdy nie czuł czegoś takiego do nikogo. To było nowe uczucie , takie intrygujące i miłe. Szatynka położyła głowę na kolanach blondyna , a on głaskał ją po gęstych , brązowych włosach. Były tak miękkie w dotyku. Chciał ją mieć na zawsze , dla siebie. Ale co powie ojciec i jego dom? Nie może spotykać się publicznie z Gryfonką , na dodatek szlamą! Ona na pewno tez nie chciała publicznie się pokazywać. Musieli by spotykać się w ukryciu , na przykład w jakiś kątach zamku lub lochach , które znali by tylko oni. Z zamyślenia wyrwało go nowe pragnienie. Dążenie do nowego celu. Miał zadanie zdobyć tą Granger i chronić ją na odległość. Ten Weasley zapłaci za tą krzywdę.
-Chodź - powiedział nagle Ślizgon.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdumieniem , ale posłusznie skierowała się za nim. Oddalali się coraz bardziej od starego pnia. Zamek tez znikał im powoli z oczu.
-Gdzie idziemy? - zapytała po 10 minutach wędrówki dziewczyna.
-W bardziej ustronne miejsce - mruknął blondyn.
Szli coraz dalej , w kierunku lasu. W dali majaczyło jezioro , iskrzące się w świetle poranku. Wreszcie stanęli. Hermiona omiotła spojrzeniem okolicę. Faktycznie nikt ich tu nie mógł zobaczyć.
-To będzie nasze miejsce spotkań - kiwnął głową na powalony pień.
Był długi , szeroki i porośnięty miękkim mchem. Spokojnie można było spędzić tu parę godzin. Szatynka uśmiechnęła się lekko. Westchnęła głęboko. Musiała iść do Wielkiej Sali i zobaczyć się z Fredem. Pilnie.
-Draco... muszę iść na śniadanie.
W jego oczach zauważyć się dało smutek. Spuścił lekko wzrok.
-Dobra...
Z wdzięcznością posłała mu uśmiech i poszła w stronę zamku. Po drodze wspominała pocałunki Malfoya. Były przepełnione pożądaniem i namiętnością. Doszła już do drewnianych wrót zamku. Pchnęła drzwi i szybkim krokiem doszła do Wielkiej Sali. Usiadła na wolnym miejscu i spuściła głowę.
Wróciła i zemści się na Ronie...


Od razu przechodzę do info:
1. Dedykuje go WSZYSTKIM :D
2. Jeśli macie ochotę to naprawdę piszcie do mnie na GG. Ja nie gryzę ;)
3.Nie będę wam ściemniać , że napisze dziś nowy rozdział bo pewnie tego nie zrobię , tylko napisze sobie ''szkic'' do kolejnego ;)
4. ''Czemu wszystko musi być takie poplątane?''
Pozdrawiam ;*

piątek, 28 września 2012

Rozdział XVI

Nutka -->  Tałi - Nie masz wyjścia


Z perspektywy Freda

Obudziłem się na zimnej posadzce pod drzwiami , był ranek. Potarłem oczy i uświadomiłem sobie co tu robię. Wczoraj Hermiona została trafiona zaklęciem Sectumsempra przez Rona , a ja nic nie mogłem zrobić. Obwiniam się za to , co się stało. Gdybym był uważny na obronie przed czarną magią może by do tego nie doszło? Wstałem i otrzepałem ubranie. Popchnąłem drewniane drzwi prowadzące do skrzydła szpitalnego. Wziąłem uspokajający oddech i wkroczyłem do środka. Ściany w pomieszczeniu były białe a łóżka szpitalne pozasłaniane były parawanami w trudnym do określenia kolorze. Przez okno przebijały się promienie słońca padające wprost na blada twarz dziewczyny. To była Hermiona. Oddychała miarowo , pogrążona w głębokim śnie. Czyli żyła , to najważniejsze. Odetchnąłem z ulgą i podszedłem do jej łóżka. W pierwszym momencie spojrzałem na naszyjnik , który ostro kontrastował z jej bladą cerą. Skierowałem spojrzenie wyżej , na jej usta. Nie były tak jak zawsze różowe , tylko sine. Przystawiłem sobie krzesło , po czym usiadłem nadal wpatrując się w szatynkę. Nawet wtedy była piękna. Ciekawe czy coś pamięta... Chwyciłem ręke dziewczyny , która była zimna jak lód. Wyczuwałem wyraźny puls. Trochę mi to pomogło , ale i tak się martwiłem. Jak mój brat mógł tak postąpić? Przecież jemu tez na niej zależało , więc czemu to zrobił? Mocniej ścisnąłem jej ręke. Rozejrzałem się po szpitaliku. Na stoliku obok łóżka leżały kartki , pamiątki i słodycze. Jedna z pergaminów był od Rona. Byłem zbyt wściekły , żeby czytać co do niej napisał. Obok leżały czekoladowe żaby od Ginny. Nie wiem co mnie skłoniło do tego , aby spojrzeć akurat do kieszeni spodni Hermiony. Znalazłem tam dziwny liścik , który mnie zmartwił a brzmiał on tak :
Do Hermiony
To znów ja. Tęskniłaś? Oczywiście , że tak! Przecież to dzięki mnie dowiedziałaś się o Fredzie. I co już mi wierzysz? Czuję jednak , że nie do końca. Mam racje? No oczywiście. Ja mam zawsze racje! Eh i znów zaczynam. Dobra do rzeczy. Dam Ci kolejną podpowiedź. Na pewno zauważyłaś ta dziewczynę? Ma na imię Katherine i jest z Twojego domu. Ona ma dużo wspólnego z ta sprawą. Przeanalizuj sobie to wszystko. Mądra dziewczynka.
D.
 
Zrobiło mi się nie dobrze. Kto to jest ''D'' , i skąd wiedział o mnie i Katherine? Przecież to miała być tajemnica! Nikt nie miał wiedzieć , szczególnie ONA. Czemu ta kartka znalazła się w jej spodniach? Przeczytała go? Gdyby przeczytała to by zerwała , ale naszyjnik mówi co innego , ona nadal mnie kocha. Złożyłem kartkę drżącymi rękami i włożyłem z powrotem na swoje miejsce. Puściłem dłoń szatynki i wybiegłem ze skrzydła szpitalnego. Musiałem znaleźć Kath i z nią porozmawiać , trzeba to zakończyć , zanim Hermiona się dowie. Pobiegłem do Pokoju Wspólnego , popychając pojedyńczych uczniów. Nie zwracałem na nich uwagi , nie obchodzili mnie. Tak jak myślałem brunetka siedziała przy kominku zaczytana w książkę. Była nieświadoma tego co zaraz się stanie.
-Kath... - zacząłem. Musiałem to zrobić szybko i delikatnie.
Dziewczyna zwróciła swoje duże oczy w jego stronę. Posłała mu promienny uśmiech i przywołała gestem.
-Freddie!
-Nie Katherine , przestań . Musimy to skończyć. Nie kocham Cię. Moją miłością jest Hermiona. Przykro mi , że tyle musiałaś przeze mnie znosić - powiedziałem na jednym wdechu.
Brunetka spojrzała na mnie z niedowierzeniem. W oczach szkliły się łzy , a pięść zacisnęła.
-Ale .. czemu? Było nam tak dobrze. Podobało Ci się! - krzyczała.
-Nie utrudniaj mi tego... - wyszeptałem. - Wybacz.
Już chciałem odejść , gdy ona chwyciła mnie za nadgarstek. Wyrwałem się jej zostawiając ją na środku pokoju. Niech ten ''D'' wie , że skończyłem z Kath. Teraz Hermiona o niczym się nie dowie. Wróciłem pod drzwi skrzydła szpitalnego. Nie miałem ochoty jeść ani widzieć się z kimkolwiek. Wystarczająco przeszłem w ostatnim czasie. W głowie kotłowała się jedna myśl...
Kim jest ten ''D'' ?


Cześć ;D Dziś wróciłam wcześnie ze szkoły , więc miałam czas napisać coś ;D Mam nadzieję , że napisze dziś jeszcze 17 rozdział ;) Info :
1. Dziękuje Julii , Martynie i Borysowi za to wsparcie , które mi dają w ciężkich chwilach.
2. Dziękuje czytelnikom i fanom za to , że czekacie na kolejne rozdziały i za wszystkie miłe komentarze ;)
3. 
http://givemenewbetterlife.blogspot.com/  moja koleżanka chciała , żebym wam go pokazała ;) Polecam bo zapowiada się fajna historia ;) PS. Nie jest związane z HP ;)
4. Pozornie w życiu Freda zaczyna się układać , ale czy NA PEWNO?

Pozdrawiam ;*