niedziela, 30 września 2012

Rozdział XVIII

Przepraszam za wszelkie błędy jakie mogą się pojawiać. Staram się je poprawiać.
Nutka -> Posłuchaj Bicia Serca

Hermiona była na śniadaniu , paru Gryfonów właśnie zasiadło do stołu i przywitało się z nią. Posłała im tylko lekki uśmiech i odpowiedziała. Czuła się już lepiej po tym co wydarzyło się parę minut temu. Właśnie do Wielkiej Sali wkroczył dostojnym krokiem Draco. Rzucił jej pogardliwe spojrzenie i usiadł koło Pansy, która zaraz zaczęła się do niego dobierać. Taka była umowa , mieliśmy zachowywać się jak zawsze. Ciężko było nie spojrzeć na niego, na te stalowe oczy i piękne rysy twarzy. Jednak sumienie było o wiele głośniejsze od jej pragnienia. Przecież jesteś z Fredem! Nie zachowuj się jak Pansy... Kochasz go. Nie psuj związku przez Malfoya! Głosik w jej głowie mówił całkiem sensownie. Musi spędzić trochę czasu z rudzielcem , żeby znów poczuć tą miłość co wcześniej. Tylko czy jemu zależy? Nie dał znaku życia od samego rana. Normalnie siedziałby tu i rozmawiał z nią o tym wszystkim. Wzięła sobie miskę płatków owsianych i zaczęła pośpiesznie jeść. Musiała dziś iść koniecznie na lekcję i nadrobić materiał. W końcu zbliżają się SUM'y i musiała je zdać śpiewająco. Ostatnio kompletnie zaniedbała naukę. Trzeba to zmienić. Po skończonym śniadaniu poszła do Pokoju Wspólnego , żeby przygotować się na Historię Magii. Wpakowała opasły tom , kałamarz , pióro i kilka pergaminów. Rzuciła okiem na sypialnię , ale wszystko już zapakowała. Wyszła pospiesznie krzywiąc się lekko z bólu. Znów powróciło to samo uczucie wbijania tysięcy noży w brzuch. Niektórzy z Gryffindoru rozmawiali ściszonymi głosami , gdy zobaczyli Hermionę uśmiechnęli się uprzejmie i kontynuowali wcześniejsze zajęcie. Na kanapie pod oknem siedział Fred. Od razu zerwał się na równe nogi i podbiegł do szatynki. Przytuli ją do siebie i ucałował w czubek głowy. Dziewczyna zachichotała i wzięła jego twarz w dłonie. Na ustach złożyła czuły pocałunek. Zaśmiewali się tak przez parę cudownych minut. Pasowali do siebie idealnie. Całej tej scence przyglądała się z kąta Katherine. Brunetka piorunowała spojrzeniem szczęśliwą parę. Ona też tak mogła z Fredem. Ale nie! Bo wolał tą szlamę! Obiecywała sobie , że zemści się za to. Byle wybrać właściwy moment.
Rudowłosy był tak szczęśliwy , że jego dziewczyna wyszła już ze szpitala , że nie odstępował jej na krok. Odprowadzał na zajęcia , posiłki , do sypialni , biblioteki. Po prostu wszędzie byli razem. Hermiona była taka szczęśliwa. Za każdym razem całowała go czule na dowód uczucia jakie ogarniało jej serce. Chłopak uśmiechał się tylko i odwzajemniał pocałunki z dwukrotnie większym entuzjazmem. Para nie zauważała Kath , która czaiła się w zakamarkach zamku i śledziła ich po kryjomu. Już niedługo ta sielanka miała zostać przerwana. Brunetka wyciągnęła różdżkę i skierowała nią w szatynkę. Nie było to zbyt fair celować w plecy , ale nie miała innego wyjścia. Wokoło przechodzili Puchoni i Krukoni. Kręciła różdżką w różne strony tak , żeby przez przypadek nie trafić w kogoś innego. W końcu nastała ta chwila:
-Drętwota! - krzyknęła wyskakując zza rogu a promień powędrował we wskazanym kierunku.
Szatynka nie wyczuwając niebezpieczeństwa delikatnie przekręciła się z ramionach chłopaka. Zaklęcie chybiło , trafiło w osobę , która nawinęła się jak pierwsza. Malfoy padł jak długi oszołomiony przez Katherine. Dopiero po chwili wszyscy zrozumieli co się stało. Fred spojrzał z nienawiścią na brunetkę. Hermiona podbiegła do Dracona i sprawdziła czy coś poważniejszego mu się stało. Na szczęście nie. Ku nim biegła już profesor McGonagall z przekręconą tiarą czarodzieja.
-Znowu?! Po raz drugi jakiś atak zaklęciem?! Czy wyście zdurnieli?! - krzyczała kobieta. - I to na dodatek mój dom! Drugi raz! - spojrzała na leżącego blondyna. Usta rozwarły się jej ze zdumienia. - Na Ślizgona?! - wybuchła. - Profesor Snape mnie udusi! - podniosła chłopaka i krzyknęła na jakiegoś Krukona , który pomógł jej nieść ofiarę zaklęcia.
Wszyscy stali jak zamurowani , nigdy nie widzieli McGonagall w takim stanie. Była wściekła , w ciągu 3 dni Gryffindor stracił już 50 punktów. Hermiona odprowadziła wzrokiem 3 postacie. Koło niej ukląkł Fred:
-Czemu się tak rzuciłaś jak Malfoy upadł? - zapytał podejrzliwie.
-Chciałam tylko sprawdzić czy nic mu nie jest... - nie zdąrzyła ugryźć się w język.
Rudowłosy spojrzał na nią z niedowierzeniem:
-Przecież ty go nienawidzisz! I nagle taka miła dla niego jesteś? To po prostu śmieszne!
-Jestem dobrym człowiekiem! I nie myśl , że wybaczyłam mu te 5 lat upokorzenia!
Wszystko się w niej gotowało. Fred jej nie rozumiał... Wstała i usiadła na najbliższym parapecie. Uczniowie powoli szli do swoich klas , po drodze rozmawiając o całym wydarzeniu. Ona tez zaraz musiała iść na Zaklęcia. Westchnęła i zeskoczyła. Spojrzała na swojego chłopaka i powiedziała:
-Nie musisz mnie odprowadzać - odrzekła.
Chwilę spojrzeli sobie w oczy po czym szatynka odeszła szybkim krokiem. Raniło ją jego zachowanie, był zazdrosny i to strasznie. Poprostu się przestraszyła , że Draconowi coś się stało... No właśnie , przecież to jej wróg. Wyzywał ją 5 lat od szlam , nienawidził jej. I tak nagle zaczął coś do niej czuć i zbliżać się? Było to coraz mniej wiarygodne. Czego on chciał? Wykorzystać do swoich celów... ale jakich? Szła opustoszałym korytarzem przez parę minut. W końcu weszła na lekcję , mruknęła przeprosiny w kierunku profesora i usiadła w 3 ławce , koło Harrego. Wybraniec posłała jej pytające spojrzenie , ale ona tylko wzruszyła ramionami. Nie miała ochoty mówić nikomu o tym co się stało , ale i tak pewnie rozniesie się to szybciej niż wtedy. Zabrała się za wertowanie książki w poszukiwaniu omawianego tematu. Nie próbowała nawet wydusić z siebie słów by zapytać o stronę sąsiada. Próbowała skupić się na lekcji , ale znów jej nie wychodziło. Owszem , parę razy zgłosiła się do odpowiedzi i zdobyła łącznie 15 punktów dla Gryffindoru , ale to był słaby wynik. Jasne mogła się tłumaczyć szpitalikiem , ale po co? Wzorowa Hermiona Granger wszystko by już nadrobiła. Czas dłużył się nieubłaganie. Miała ochotę iść na błonia i położyć się na słońcu , w trawie. Jeszcze 10 minut... 5... 2.... I wreszcie dzwonek. Porwała swoje rzeczy i wybiegła jako pierwsza z sali. Mijała kolejnych uczniów zmierzających na obiad. Ona kierowała się w zupełnie innym kierunku. Na dwór. Pchnęła wielkie wrota i wyszła na zewnątrz. Wiał lekki wiatr a słońce grzmiało przyjemnie. Nie chciało jej się iść daleko , więc przysiadła pod murkiem i zamknęła oczy. Oddychała miarowo pomimo powracającego bólu. Analizowała sobie wszystko , aż w końcu coś przykuło jej uwagę. Draco nie miał być trafiony tym zaklęciem. Przecież on po prostu przechodził. To zaklęcie miało trafić w NIĄ. Nabrała gwałtownie powietrza. Ale kto chciałby , żeby coś jej się stało? Pansy? Ron? Rzeczywiście zauważyła kosmyk czarnych włosów , a więc Pansy. Dlaczego nie rozejrzała się? Mogła temu zapobiec z łatwością. Miała ochotę uderzyć się ręką w twarz , jaka ona jest głupia! To mogła być Katherine. Miałaby powód. Zazdrość... Wpatrywała się intensywnie w niebo.
Ktoś się na nią czaił , a ona nic nie mogła na to poradzić...


Witamy 18 rozdział :) Już mam 4000+ wyświetleń ;D Kocham was <3! A teraz do rzeczy :)
1 . Dedykuję ten rozdział szczególnie chłopakom , którzy to czytają ( jeśli są) oraz tym , którzy są dla mnie najważniejsi.
2. Fragment z McGonagall dedykuję Martynie , tak na poprawe humoru ;)
3. Po raz 3 zapraszam do pisania na GG do mnie . Nie wstydźcie się :)
4. GDY NIEBEZPIECZEŃSTWO JEST BLISKO A OBOK NIKOGO ...
Pozdrawiam ;*
.

sobota, 29 września 2012

Rozdział XVII


Nutka -> Pezet - Spadam

Biały błysk , cięcie nożem , ból nie do zniesienia i .. pustka. Tylko tyle pamiętała Hermiona po przebudzeniu. Uderzył ją biały kolor ścian. Gdzie ona była? Ostatnie co pamiętała to Pokój Wspólny Gryfonów. Wtedy Ron przyszedł i chciał coś skończyć , ale co? Uniosła się na łokciach i usiadła na krawędzi łóżka. Uświadomiła sobie , że jest z skrzydle szpitalnym. Na stoliku leżały kartki , słodycze i pamiątki. Wzięła pierwszy lepszy liścik i odczytała:

                                                    Od Ginny  

                Mam nadzieję , że obudzisz się jak najszybciej. Wszyscy się bardzo martwimy , a szczególnie Fred. Bardzo to przeżywa.                                    

                                                                                                      Szybkiej pobudki Twoja przyjaciółka.
Eh tak.. Fred na pewno się martwił , ale nie widziała żadnej kartki od niego , ani śladu jego obecności. Rzuciła okiem na kolejną kartkę:

                                                Od Rona
Wybacz mi Hermiono .. to .. to zaklęcie. Nie chciałem Cię skrzywdzić! Na prawdę! Chciałem tylko skończyć ten spór. Kocham Cię ... Wracaj do zdrowia.

Kilka razy przeczytała te kilka zdań. Więc to przez niego trafiła tutaj , ale jakim zaklęciem trafił? Nowa fala gniewu rozlała się po ciele dziewczyny. Nawet , jeśli znów wyznał jej miłość. Rzuciła karteczkę w kąt i spojrzała na następną. Była jeszcze od Harrego , Lavender , Angeliny , Deana , George'a i Seamusa. Chwilę później przyszła pani Pomfrey , żeby wypisać ją ze szpitala.
-Ci chłopcy! Tylko by w siebie ciskali zaklęciami! - jęczała pani Pomfrey łapiąc się za głowę.
Hermiona wzdrygnęła ramionami i wyszła z salki. Chłodny wiatr owiał jej twarz. Nie chciała jeszcze iść do salonu a tym bardziej do Wielkiej Sali. Była by kolejna atrakcją. Skierowała się na błonia. Lekkie promienie przebijały się przez chmury. Poczuła zapach trawy i kwiatów. Podeszła pod najbliższe stare drzewo i usiadła , opierając plecy o wilgotny pień. Wpatrywała się w jezioro w , którym od czasu do czasu pokazywała się wielka kałamarnica. Każde uniesienie klatki piersiowej bolało niezmiernie , jakby znów wbijano tysiące noży w skórę. Starała się ograniczyć to cierpienie , ale jej nie wychodziło. W końcu przyzwyczaiła się do tego. Przekręciła lekko głowę , i zobaczyła Dracona Malfoya , koło niej! Jak długo tu jest i patrzy na nią?
-Co Ty tu robisz? - zapytała.
-Chciałem zobaczyć co z Tobą , nie widać?
W oczach było widać cień troski , a może jej się zdawało?
-Aha. No u mnie w porządku jak widać - odparła bez większego zastanowienia.
-To widzę.
Przybliżył się maksymalnie do szatynki. Czuła jego oddech na szyi. Miała taką ochotę znów go pocałować! Ale wie , że nie może. Przecież on nienawidzi szlam. Pewnie się nią zabawia... Spojrzała w jego stalowe oczy , ale zobaczyła w nim małą iskierkę zauroczenia. Niespodziewanie Ślizgon złapał ja za szyje i przyciągnął jeszcze bliżej. Ich usta złączyły się w pocałunku tak namiętnym , że nie dało się tego opisać. Ciała splotły się w jeden węzeł. Chłopak położył się na niej. Hermiona poczuła mokra trawę , ale ją to nie obchodziło. Miała ochotę tak trwać na zawsze. Wplotła rękę w jego blond włosy , on dotykał każdego skrawka jej ciała. Nawet wtedy kiedy dotknął ran po zaklęciu tnącym , nie poczuła bólu , lecz ulgę. Dyszeli ciężko gdy w końcu się od siebie oderwali. Patrzyli sobie prosto w oczy. Dopiero po chwili Draco spostrzegł , że trzyma rękę na jej biuście. Szybko ją oderwał , lekko speszony. Nigdy nie czuł czegoś takiego do nikogo. To było nowe uczucie , takie intrygujące i miłe. Szatynka położyła głowę na kolanach blondyna , a on głaskał ją po gęstych , brązowych włosach. Były tak miękkie w dotyku. Chciał ją mieć na zawsze , dla siebie. Ale co powie ojciec i jego dom? Nie może spotykać się publicznie z Gryfonką , na dodatek szlamą! Ona na pewno tez nie chciała publicznie się pokazywać. Musieli by spotykać się w ukryciu , na przykład w jakiś kątach zamku lub lochach , które znali by tylko oni. Z zamyślenia wyrwało go nowe pragnienie. Dążenie do nowego celu. Miał zadanie zdobyć tą Granger i chronić ją na odległość. Ten Weasley zapłaci za tą krzywdę.
-Chodź - powiedział nagle Ślizgon.
Dziewczyna spojrzała na niego ze zdumieniem , ale posłusznie skierowała się za nim. Oddalali się coraz bardziej od starego pnia. Zamek tez znikał im powoli z oczu.
-Gdzie idziemy? - zapytała po 10 minutach wędrówki dziewczyna.
-W bardziej ustronne miejsce - mruknął blondyn.
Szli coraz dalej , w kierunku lasu. W dali majaczyło jezioro , iskrzące się w świetle poranku. Wreszcie stanęli. Hermiona omiotła spojrzeniem okolicę. Faktycznie nikt ich tu nie mógł zobaczyć.
-To będzie nasze miejsce spotkań - kiwnął głową na powalony pień.
Był długi , szeroki i porośnięty miękkim mchem. Spokojnie można było spędzić tu parę godzin. Szatynka uśmiechnęła się lekko. Westchnęła głęboko. Musiała iść do Wielkiej Sali i zobaczyć się z Fredem. Pilnie.
-Draco... muszę iść na śniadanie.
W jego oczach zauważyć się dało smutek. Spuścił lekko wzrok.
-Dobra...
Z wdzięcznością posłała mu uśmiech i poszła w stronę zamku. Po drodze wspominała pocałunki Malfoya. Były przepełnione pożądaniem i namiętnością. Doszła już do drewnianych wrót zamku. Pchnęła drzwi i szybkim krokiem doszła do Wielkiej Sali. Usiadła na wolnym miejscu i spuściła głowę.
Wróciła i zemści się na Ronie...


Od razu przechodzę do info:
1. Dedykuje go WSZYSTKIM :D
2. Jeśli macie ochotę to naprawdę piszcie do mnie na GG. Ja nie gryzę ;)
3.Nie będę wam ściemniać , że napisze dziś nowy rozdział bo pewnie tego nie zrobię , tylko napisze sobie ''szkic'' do kolejnego ;)
4. ''Czemu wszystko musi być takie poplątane?''
Pozdrawiam ;*

piątek, 28 września 2012

Rozdział XVI

Nutka -->  Tałi - Nie masz wyjścia


Z perspektywy Freda

Obudziłem się na zimnej posadzce pod drzwiami , był ranek. Potarłem oczy i uświadomiłem sobie co tu robię. Wczoraj Hermiona została trafiona zaklęciem Sectumsempra przez Rona , a ja nic nie mogłem zrobić. Obwiniam się za to , co się stało. Gdybym był uważny na obronie przed czarną magią może by do tego nie doszło? Wstałem i otrzepałem ubranie. Popchnąłem drewniane drzwi prowadzące do skrzydła szpitalnego. Wziąłem uspokajający oddech i wkroczyłem do środka. Ściany w pomieszczeniu były białe a łóżka szpitalne pozasłaniane były parawanami w trudnym do określenia kolorze. Przez okno przebijały się promienie słońca padające wprost na blada twarz dziewczyny. To była Hermiona. Oddychała miarowo , pogrążona w głębokim śnie. Czyli żyła , to najważniejsze. Odetchnąłem z ulgą i podszedłem do jej łóżka. W pierwszym momencie spojrzałem na naszyjnik , który ostro kontrastował z jej bladą cerą. Skierowałem spojrzenie wyżej , na jej usta. Nie były tak jak zawsze różowe , tylko sine. Przystawiłem sobie krzesło , po czym usiadłem nadal wpatrując się w szatynkę. Nawet wtedy była piękna. Ciekawe czy coś pamięta... Chwyciłem ręke dziewczyny , która była zimna jak lód. Wyczuwałem wyraźny puls. Trochę mi to pomogło , ale i tak się martwiłem. Jak mój brat mógł tak postąpić? Przecież jemu tez na niej zależało , więc czemu to zrobił? Mocniej ścisnąłem jej ręke. Rozejrzałem się po szpitaliku. Na stoliku obok łóżka leżały kartki , pamiątki i słodycze. Jedna z pergaminów był od Rona. Byłem zbyt wściekły , żeby czytać co do niej napisał. Obok leżały czekoladowe żaby od Ginny. Nie wiem co mnie skłoniło do tego , aby spojrzeć akurat do kieszeni spodni Hermiony. Znalazłem tam dziwny liścik , który mnie zmartwił a brzmiał on tak :
Do Hermiony
To znów ja. Tęskniłaś? Oczywiście , że tak! Przecież to dzięki mnie dowiedziałaś się o Fredzie. I co już mi wierzysz? Czuję jednak , że nie do końca. Mam racje? No oczywiście. Ja mam zawsze racje! Eh i znów zaczynam. Dobra do rzeczy. Dam Ci kolejną podpowiedź. Na pewno zauważyłaś ta dziewczynę? Ma na imię Katherine i jest z Twojego domu. Ona ma dużo wspólnego z ta sprawą. Przeanalizuj sobie to wszystko. Mądra dziewczynka.
D.
 
Zrobiło mi się nie dobrze. Kto to jest ''D'' , i skąd wiedział o mnie i Katherine? Przecież to miała być tajemnica! Nikt nie miał wiedzieć , szczególnie ONA. Czemu ta kartka znalazła się w jej spodniach? Przeczytała go? Gdyby przeczytała to by zerwała , ale naszyjnik mówi co innego , ona nadal mnie kocha. Złożyłem kartkę drżącymi rękami i włożyłem z powrotem na swoje miejsce. Puściłem dłoń szatynki i wybiegłem ze skrzydła szpitalnego. Musiałem znaleźć Kath i z nią porozmawiać , trzeba to zakończyć , zanim Hermiona się dowie. Pobiegłem do Pokoju Wspólnego , popychając pojedyńczych uczniów. Nie zwracałem na nich uwagi , nie obchodzili mnie. Tak jak myślałem brunetka siedziała przy kominku zaczytana w książkę. Była nieświadoma tego co zaraz się stanie.
-Kath... - zacząłem. Musiałem to zrobić szybko i delikatnie.
Dziewczyna zwróciła swoje duże oczy w jego stronę. Posłała mu promienny uśmiech i przywołała gestem.
-Freddie!
-Nie Katherine , przestań . Musimy to skończyć. Nie kocham Cię. Moją miłością jest Hermiona. Przykro mi , że tyle musiałaś przeze mnie znosić - powiedziałem na jednym wdechu.
Brunetka spojrzała na mnie z niedowierzeniem. W oczach szkliły się łzy , a pięść zacisnęła.
-Ale .. czemu? Było nam tak dobrze. Podobało Ci się! - krzyczała.
-Nie utrudniaj mi tego... - wyszeptałem. - Wybacz.
Już chciałem odejść , gdy ona chwyciła mnie za nadgarstek. Wyrwałem się jej zostawiając ją na środku pokoju. Niech ten ''D'' wie , że skończyłem z Kath. Teraz Hermiona o niczym się nie dowie. Wróciłem pod drzwi skrzydła szpitalnego. Nie miałem ochoty jeść ani widzieć się z kimkolwiek. Wystarczająco przeszłem w ostatnim czasie. W głowie kotłowała się jedna myśl...
Kim jest ten ''D'' ?


Cześć ;D Dziś wróciłam wcześnie ze szkoły , więc miałam czas napisać coś ;D Mam nadzieję , że napisze dziś jeszcze 17 rozdział ;) Info :
1. Dziękuje Julii , Martynie i Borysowi za to wsparcie , które mi dają w ciężkich chwilach.
2. Dziękuje czytelnikom i fanom za to , że czekacie na kolejne rozdziały i za wszystkie miłe komentarze ;)
3. 
http://givemenewbetterlife.blogspot.com/  moja koleżanka chciała , żebym wam go pokazała ;) Polecam bo zapowiada się fajna historia ;) PS. Nie jest związane z HP ;)
4. Pozornie w życiu Freda zaczyna się układać , ale czy NA PEWNO?

Pozdrawiam ;*


czwartek, 27 września 2012

Rozdział XV

Na początek podam wam moje GG :D --> 44739089 zapraszam do pisania ;)
A nutka na dziś -> Jula - Obiecaj :D


Hermiona weszła w ostatni zakręt i już miała wychodzić z biblioteki , kiedy wpadła na Freda.
-Wreszcie Cię znalazłem! Już myślałam , że coś Ci się stało! - uścisnął ją tak , że zabrakło jej powietrza.
Spojrzała na niego nienawistnym spojrzeniem , a gorące łzy same pociekły po policzkach. Już nie wytrzymywała tego , nie odpowiedziała na to.
-Czemu płaczesz? - zapytał spoglądając z ukosa na swoją dziewczynę.
On się jeszcze pyta? Flirtuje na jej oczach z jakąś Katherine! Jak on mógł jej to robić... Zwinęła dłoń w pięść i uderzyła w jego klatkę piersiową , wpadając w jego ramiona. Łkała głośno nie zważając na to , że jest w bibliotece. Przywarła do niego , mimo to , że jest na niego wściekła , potrzebowała go.
-Już dobrze ciiiii...- uspokajał dziewczynę głaszcząc jej gęste , brązowe włosy. Położył brodę na czubku głowy szatynki..
Hermiona odeszła dwa kroki od niego. Czuła się winna , że całowała Dracona , przecież jest w związku z Fredem. Instynktownie przybliżyła ręke do naszyjnika. Czuć było od niego ciepło , teraz jej się przypomniało , że miała o to zapytać bliźniaków.
-Fred - zaczęła. -Mój naszyjnik jest ciepły , co to znaczy?
Rudowłosy spojrzał na nią z niedowierzeniem , cofnął się o parę kroków potykając się o kotkę Filcha. Dziewczyna spojrzała mu w oczy , a on spojrzał w jej. Znów powróciły wesołe iskierki w jego spojrzeniu , ale teraz pojawił się lęk. STRACH.
-Coś nie tak? - zapytała.
-Nic , nic. Wszystko dobrze. Idziemy do Pokoju Wspólnego? - wskazał na drzwi.
Kiwnęła głową i ruszyli w ciszy w kierunku salonu. Kilkakrotnie zauważyła , że rudowłosy spogląda na nią , jednak gdy tylko to zauważyła on odwracał wzrok. Właśnie wchodzili po marmurowych schodach , gdy z kąta wyszedł Ron. W ręku miał różdżkę a w oczach prawdziwą wściekłość. To nie był już ten sam chłopak z , którym się przyjaźniła. Te walki musiały się skończyć.
-Co Ty tu robisz? - zapytał Fred.
-Mam zamiar zakończyć nasz spór o Hermionę - powiedział stanowczo.
-Jak? - zapytali jednocześnie bliźniak i szatynka.
Ale nie usłyszała odpowiedzi. Ostatnie to co zobaczyła to białe koło lecące w stronę Freda. Wtedy Hermiona osłoniła go własnym ciałem i sama została trafiona. Z każdego skrawka jej ciała trysła krew. Czuła , jakby cięło ją tysiące noży. Jęczała i krzyczała z bólu.
-Niech to się skończy błagam! - pomyślała Hermiona.
Zaraz umrze , nie zniesie tego bólu. Był tak przeszywający... Straciła przytomność.

Z perspektywy Freda
Hermiono nie ! - krzyknął , ale było już za późno. Zaklęcie Sectumsempra trafiło w nią , a z jej ciała trysła krew. Wyglądała tak , jakby była kaleczona mieczem. Raz za razem na ciele pojawiła się nowa blizna.
-Idź po pomoc! - wrzasnął Fred do swojego brata.
Ron chwilę stał jak wryty wpatrując się w krwawe plamy. Pobiegł korytarzem , aż po chwili nie było słychać jego kroków.
-Hermiono dasz rade. Musisz! Nie zostawiaj mnie , trzymaj się. Zaraz się to skończy. Obiecuję! - mówił do bladego i nieruchomego ciała dziewczyny.
Z oczu popłynęły mu łzy , spadające na policzki szatynki. Trzymał ją w ramionach , zanim nie przybiegła profesor McGonagall i Snape. Odsunęli wstrząśniętego chłopaka i wzięli ciało szatynki do skrzydła szpitalnego. Rudowłosy biegł za nauczycielami próbując opanować emocje. Ona musi żyć! Nie może odejść. Wpadli z hukiem do szpitalika. Pani Pomfrey wybiegła ze swojego gabinetu i zbladła. Chyba nigdy nie widziała tyle krwi. Natychmiast wzięła na ręce dziewczynę i położyła na łóżku.
-Jak to się stało? - spytała słabym głosem.
-Została trafiona zaklęciem Sectumsempra.
-O mój boże! Proszę opuścić pomieszczenie! Musze się zająć tą biedulką. Będziesz mógł ją odwiedzić wieczorem - wypchnęła bliźniaka za drzwi.
Zrezygnowany chłopak podszedł do najbliższego parapetu , usiadł na nim i oparł czoło o chłodny mur. Dlaczego właśnie ona? Nie chciał myśleć o najgorszym. Ona będzie żyć , na pewno. Wziął głęboki wdech i poczuł chłód w okolicach naszyjnika. To oznaczało , że ukochanej grozi niebezpieczeństwo. Zebrało mu się na wymioty , znów z oczu pociekły łzy a on ich nie powstrzymywał. Pozwolił im płynąć po policzkach , mocząc koszulkę. Przez chwilę przed oczami stanął jej obraz Katherine , ale zaraz odgonił te myśli. Musi zakończyć to. Kocha Hermionę. Kath to był zły pomysł. Dopiero teraz docenił uczucie do dziewczyny walczącej teraz o życie. Wziął kolejny głęboki wdech i ukrył twarz w dłonie. Załamany usiadł pod drzwiami i czekał do wieczora. Miał w nosie jedzenie , Katherine i lekcję. Będzie tu czekał , aż pani Pomfrey pozwoli mu wejść. Tylko tak może czuwać nad nią. Po głowie nadal tłukła się jedna myśl...
Czy ona przeżyje... ?


Niestety taki krótki wyszedł , ale taki był mój zamiar. Mam nadzieje , że i ten rozdział wam się spodoba.
Teraz parę info:
1 . Dziękuje moim fanom , przyjaciołom , klasie i czytelnikom , że czytają moje wypociny :D
2. Teraz mam niestety mniej czasu na pisanie rozdziałów , gdyż szkoła nieźle mi daje w kość , dlatego rozdziały będą pojawiać się rzadziej ;/
3. Kolejny raz podaję moje GG , było by mi miło , gdyby ktoś pisał do mnie :D Chciałabym poznać opinię nt. bloga ;) ----> 44739089
4. BARDZO proszę , żebyście komentowali w miarę możliwości ten rozdział , bo na tym szczególnie mi zależy.
Pozdrawiam ;)

poniedziałek, 24 września 2012

Rozdział XIV

Nutka -> Delta Goodrem - Lost Without You i Tałi - Nie masz wyjścia


Hermiona wpatrywała się w miejsce , gdzie przed chwilą zniknął George. Była rozdarta , on o czymś wiedział , ale jej nie powiedział. Dlaczego? Czyli ''D'' miało racje. Czegoś nie wiedziała , ale się dowie. Nie zostawi tak tego. Wstała z kanapy i weszła po krętych schodach do sypialni dziewcząt. Parvati i Lavender już spały , nie chciała ich budzić , więc po cichu weszła na łóżka i zasłoniła kotarę. Wpatrywała się bezsensownie w poduszkę poszukując jakiegoś logicznego wyjaśnienia. Na nieszczęście nic nie przychodziło jej do głowy. Koniecznie musiała porozmawiać z Fredem , tylko jak skoro nigdzie go nie było , a na posiłkach patrzył się bezsensownie w talerz? Układała sobie w głowie plan działania , ale co jej po tym jeśli nawet nie wie od czego dokładnie zacząć? Nie zauważyła nawet , kiedy zasnęła. Nie pamiętała snu.
Następnego dnia obudził ją chłód zza okna. Kto do cholery otworzył okno? Wyjrzała przez nie rozglądając się po okolicy. Zapowiadał się zimny dzień. Pewnie już pora śniadania... Westchnęła i rozpoczęła poranną toalete , po 15 minutach wyszła by ubrać fioletowy sweter i czerwone spodnie. Zeszła do Pokoju Wspólnego. Czemu on był pusty ? ZNOWU?! Przeszła przez dziurę pod portretem i zbiegła po schodach najszybciej jak umiała. Prawie potknęła się o Panią Norris , która jak zwykle chodziła za uczniami. Wbiegła do Wielkiej Sali zdyszana i zasapana. Opadła na wolne miejsce i rozejrzała się. Znalazła Freda rozmawiającego z .. no właśnie z kim ? Kojarzyła ta dziewczynę jedynie z widzenia , była Gryfonką o błękitnych oczach i pięknej cerze. Czarne włosy opadały kaskadami na jej obnażone ramiona. Hermiona poczuła ukłucie w sercu , chcąc zwrócić uwagę Rudowłosego , rzuciła w niego kawałkiem tosta trafiając w ramie. Wściekły chłopak odwrócił się szukając sprawcy. Na chwilę ich oczy się spotkały , ale nie było w nich tego samego ciepła co wcześniej , raczej chłód.
-Co?
-No cześć! - przywitała się lekko poddenerwowana szatynka.
-Cześć - warknął chłopak i odwrócił wzrok.
Co to miało być? Jak on się zachowuje?! Zakręciło się jej w głowie. Nie miała ochoty na jedzenia , poderwała się od stało tak , że naczynia pospadały z niego z hukiem , ale nie obchodziło ją to. Wybiegła z Wielkiej Sali ze łzami w oczach.
Fred widząc to odskoczył od czarnowłosej piękności i pognał za nią. Dziewczyna słysząc czyjeś kroki przyspieszyła. Wiedziała dokąd biegnie , do jedynego miejsca , gdzie czuła się bezpiecznie. BIBLIOTEKA. Znała ta drogę na pamięć , ale chcąc zgubić natręta biegła zupełnie inną drogą.
Rudowłosy przyspieszył tępa chcąc za wszelką cenę dogonić Hermionę. Czemu ona to wszystko utrudnia? Nie może po prostu się zatrzymać? W ogóle to dokąd ona biegła? Aż tak bardzo chciała od niego uciekać? Biegł i biegł , aż w końcu ją zgubił ...
Wreszcie nie było słychać żadnych kroków . Z ulgą zatrzymała się i wzięła głęboki wdech. Weszła do biblioteki i od razu poczuła cudowny zapach książek , taki delikatny i łaskoczący w nozdrza. Przechadzała się chwilę pomiędzy regałami dotykając grzbietów starych ksiąg. Poszła do swojego ulubionego kącika w głębi biblioteki. Wiedziała o nim tylko ona. A może jednak nie? Na małym stoliczku leżał złożony na pół pergamin. Drżącą ręką sięgnęła po niego i przeczytała :

                                                  Do Hermiony
To znów ja. Tęskniłaś? Oczywiście , że tak! Przecież to dzięki mnie dowiedziałaś się o Fredzie. I co już mi wierzysz? Czuję jednak , że nie do końca. Mam racje? No oczywiście. Ja mam zawsze racje! Eh i znów zaczynam. Dobra do rzeczy. Dam Ci kolejną podpowiedź. Na pewno zauważyłaś ta dziewczynę? Ma na imię Katherine i jest z Twojego domu. Ona ma dużo wspólnego z ta sprawą. Przeanalizuj sobie to wszystko. Mądra dziewczynka.

                                                                                                                           D.Przeczytała list parę razy analizując każde słowo. Znów ten ''D'' kto to mógł być? Wsadziła kawałek pergaminu do tylnej kieszeni i znów zaczęła przechadzać się pomiędzy rzędami książek. Nawet nie zauważyła gdy wpadła na ostatnią osobę , która chciała dziś widzieć. Draco Malfoy. Przeciwnik szlam i zwolennik czystej krwi.
-Jak łazisz - warknęła do niego.
Blondyn przez chwilę wpatrywał się ze zdziwieniem w nią.
-To Ty mi wchodzisz w drogę szlamo - odpowiedział.
-No więc zejdź mi z oczu.
Szatynka mimowolnie spojrzała w jego oczy. Były piękne. Co?! Piękne? Matko co się z nią dzieje? Przecież to MALFOY. Nie roztrząsała dalej tego tematu , gdyż Ślizgon chwycił ja za nadgarstki i przygniótł ją do ściany.
-Co Ty wyp...- nie zdąrzyła dokończyć , bo poczuła jego miękkie usta na swoich wargach.
Całował namiętnie i ostro , tak jakby to miał być pierwszy i ostatni raz. Jego usta były miękkie i zimne , ale nie przeszkadzało jej to. Chwycił ją za biodra i przyciągnął jeszcze bliżej. Ona położyła ręce na jego ramionach i oddała się przyjemności. Nie trwała ona jednak długo. Chwilę później Draco przestał całować.
Spojrzał w jej prosto w oczy i wyszeptał :
-Nieźle całujesz.
-I wzajemnie.
Chłopak oddalił się poprawiając marynarkę.
Westchnęła i poszła tą samą drogą co przed chwilą Ślizgon. Wspominała wydarzenie sprzed kilku chwil. Te miękkie usta , stykające się ciała i uczucie .. no właśnie czego? Spełnienia? Radość?
Ale to był dopiero początek...


No to XIV rozdział gotowy! :D
Nie jestem z niego w pełni zadowolona , ale chyba nie jest , aż tak źle?
Po pierwsze :
Dedykuje go Martynie - wszystko będzie dobrze ;* ! zobaczysz ;)
Julii i Borysowi ;> oraz całej mojej klasie która wkrótce przeczyta ten rozdział xd ( już się boje )
Po drugie : Dziękuje wszystkim moim czytelnikom i fanom ( jeśli takowi są ) i , że czekają na kolejne rozdziały :)
PO TRZECIE : JUŻ NIEDŁUGO W ŻYCIU HERMIONY POJAWI SIĘ MROCZNA TAJEMNICA *.*

Pozdrawiam :)


niedziela, 23 września 2012

Rozdział XIII

Nutka na dziś ? Of course A Window To The Past z soundtracka HP :)


Hermiona stanęła pod portretem Grubej Damy :
- Szlachetny Gryfon - powiedziała z nutką smutku w głosie.
Przeszła przez dziurę pod portretem i weszła do Pokoju Wspólnego. Wreszcie nie był pusty. Pod oknami gnieździli się uczniowie odrabiający lekcję , a przy kominku zobaczyła rudowłosą dziewczynę - Ginny. Usiadła koło niej i spojrzała na nią z ukosa. Miała nie obecny wzrok. Chyba nawet nie zauważyła , że ktoś jest w pobliżu.
-Ginny? - zapytała cicho dziewczyna. Nie usłyszała odpowiedzi. Co tu się do cholery dzieje? To jakiś dzień ignorowania Hermiony? Westchnęła i skierowała się do dormitorium. Rzuciła torbę na łóżko i wyjęła czysty pergamin , musiała napisać wypracowanie dla Snape'a na temat Veritaserum. Zaczęła gorączkowo przewracać strony książki do eliksirów ale nie mogła nic znaleźć. Dotarła do 348 strony i otworzyła usta ze zdumienia. Pomiędzy strony włożona była kartka z kształtnym pismem.

                                              Do Hermiony
Przepraszam , że nie dostałaś tego osobiście ale nie chcę , żeby ktoś się dowiedział kim jestem . Szczególnie Ty. Nie zastanawiaj się jak to się stało , że to czytasz i jak znalazło się w Twojej książce. To nie istotne. Ale koniec tego przynudzania. Musze Cię ostrzec. Pewnie zastanawiasz się przed czym? A no właśnie. FRED.Uważaj na niego. Pewnie teraz masz ochotę wyrzucić ten list i wmawiać sobie , że to jakieś żarty. Och Hermiono znam Cię nie od dziś. Ale to Ty sama zadecydujesz czy uwierzysz , lub sama się przekonasz.

               ZAJRZYJ W SERCE SWOJEGO WYBRANKA . CZAI SIĘ TAM COŚ O CZYM NIE MASZ POJĘCIA.                                      D.

Dziewczyna przeczytała list parę razy. Ten ''D'' znał ją bardzo dobrze. Wiedział co będzie myśleć czytając go. Tylko kto to jest ? I co ma zobaczyć w sercu Freda? Naprawdę miała wielką ochotę wyrzucić ten list do śmieci. Ale spróbowała inaczej:
-Incendio - wyszeptała.
Nic się nie stało. Ten pergamin był zabezpieczony przed takimi rzeczami. Spojrzała jeszcze raz na ostatnie dwa zdania ''Zajrzyj w serce swojego wybranka. Czai się tam coś o czym nie masz pojęcia.'' Zagryzła wargę , musiała rozwiązać tą tajemnice. Może ten ''D'' ma racje? Może rzeczywiście Fred coś ukrywa , to dlatego go nie ma i dlatego był jakiś dziwny ostatnio. Wsadziła list do kieszeni i zeszła na dół do salonu. Gwałtownie się zatrzymała słysząc czyjąś kłótnie:
- Ty zwariowałeś! Przesadzasz stary naprawdę! Jeśli ona się dowie... - urwał Lee Jordan.
-Zamknij się bo Cię usłyszy. Wszystko mam obcykane , wyluzuj. Ty mnie tylko kryj. - wyszeptał jej chłopak.
-Dobra ale to już trwa za długo.. - odpowiedział .
Oddalali się. Hermiona cała dygotała. O co w tym wszystkim chodziło. Czyżby naprawdę ''D'' miał racje? A może rozmawiali o jakimś projekcie a nie o NIEJ. Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. W oczach zeszkliły się jej łzy. Nie może udawać , że wszystko jest w porządku! Wzięła uspokajający oddech i usiadła na najbliższym fotelu. Czemu to życie jest takie skomplikowane? I kim jest ten ''D'' ? To jej przyjaciel .. czy wróg? Mogła mu zaufać? Dziewczyna wpatrywała się w ogień w kominku. Wydawało się jej , że wszyscy szepczą za jej plecami. Mogli coś wiedzieć w tej sprawie? W Hogwarcie wszystko roznosiło się błyskawicznie. Będzie musiała poszukać Parvati i Lavender , jeśli one nie wiedzą to nikt nie wie. W tym momencie do pomieszczenia wszedł George. Nie był w najlepszym nastroju , ale gdy zauważył dziewczynę w jego oczach rozbłysły iskierki. Podszedł do niej i przysiadł na krańcu kanapy.
-Cześć.
-Cześć .. - odpowiedziała.
Chłopak patrzył na nią z mieszanymi uczuciami. Jakby chciał coś powiedzieć , ale nie mógł.
-Co jest ? - zapytała po długiej ciszy.
-Nic a czemu pytasz? - spojrzał podejrzliwie.
-Tak pytam. Widziałeś może Freda?
-Och tak był na lekcjach , ale potem gdzieś poszedł. Nie wiem gdzie - dodał.
-Aaa no ok dzięki. Idziemy na kolacje? - zapytała , żeby zmienić krępujący temat.
-Jasne - uśmiechnął się lekko rudowłosy.
Przeszli przez dziurę pod portretem i zeszli po marmurowych schodach do Wielkiej Sali. Po drodze rozmawiali o ich pierwszych zajęciach. Hermionie troche poprawił się humor , ale nie na długo. Przy stole Gryfonów siedziała już większość uczniów w tym wszyscy Weasley'owie. Mieli posępne miny i nieobecny wzrok tak jak wcześniej Ginny. Przyjaciółka pomachała szatynce i wskazała miejsce koło siebie. Posłusznie usiadła i zabrała się za kolację. Prawie nikt się nie odzywał , tylko od czasu do czasu słychać było pomruki Rona i Harrego. Po zjedzonym w ciszy posiłku dziewczyna wstała od stołu i skierowała się z powrotem do salonu. Przez cały ten czas Fred na nią nie spojrzał , ciągle wpatrywał się w swój talerz. Czuła rozczarowanie i smutek , coś się psuło , ale nie wiedziała dlaczego. Nie zauważyła momentu w którym znalazła się obok Grubej Damy. Z posępną miną wypowiedziała hasło i usiadła w fotelu na końcu pomieszczenia. Chciała być teraz sama i wszystko przeanalizować. Nie dane jej jednak to było , gdyż chwilę później George wszedł do salonu. Wpadła na pomysł , Hermiona podniosła się i zawołała:
-Ej poczekaj! Musze Cie o coś zapytać!
Rudowłosy jednak tylko spojrzał na nią i powiedział cicho ...
- Ty jeszcze nie wiesz wszystkiego ... - i zniknął w swoim dormitorium.





Dziś mam wyjątkową wenę :) Myślę , że napisze jeszcze jedne rozdział wieczorem :D Mam tylko nadzieje , że ten wyżej też wam się spodoba .
Po pierwsze : Dziękuje wszystkim czytelnikom mojego bloga , moim fanom itp
Po drugie : w następnym poście podam moje GG stworzone specialnie na potrzeby mojego bloga , żebyście mogli się ze mną kontaktować.
Po trzecie : Dedykuję ten rozdział :
- Martynie -> dziękuje , że jesteś ;**
- Julii - dzięki Tobie te rozdziały piszę , bo byłaś moją pierwszą fanką :D
- Borysowi - który czeka z niecierpliwością na kolejne rozdziały ;3
Pozdrawiam :)

sobota, 22 września 2012

Rozdział XII

Z góry dziękuje za to , że czytacie mojego bloga :)
Nutka --> Dumbledore Farewell


Nadszedł czas śniadania. Hermiona musiała zejść sama do Wielkiej Sali , ponieważ Fred zniknął gdzieś z Lee Jordanem. Usiadła przy stole obok Harrego , był jakiś markotny. Patrzył bez celu w swoje płatki mieszając je.
-Hej Harry , co się stało? - zapytała dziewczyna schylając się do niego.
-Nic... - wymruczał.
-Przecież widzę.
-Powiedziałem NIC MI NIE JEST! - krzyknął Wybraniec , waląc ręką o stół tak , że miska oraz sztućce spadły na podłogę.
Szatynka była zdziwiona takim zachowaniem. Czuła ukłucie w sercu. Czemu wszyscy są tacy źli? Szczególnie Ron i Harry. Westchnęła i wzięła sobie tosta , ale nawet go nie tknęła. Nie miała ochoty jeść. Cały czas zadręczała się myślami z dzisiejszego poranka. Zrezygnowana spojrzała na stół nauczycielski , zobaczyła McGonagall rozdającą plany zajęć. Nie mogła doczekać się pierwszych lekcji w tym roku szkolnym. Prace domowe i nauka oderwą ją od ponurych myśli. Wreszcie rozkład dotarł do niej. Pierwszą lekcją była Transmutacja ze Ślizgonami.
-Liczę , że panna Granger czytała pierwszy rozdział w książce?- zapytała. - I , że będzie aktywna. Mam rację?
Dziewczyna miała ochotę uderzyć głową o blat. Nie przeczytała ani jednej książki przez te wakacje! Co się z nią dzieje? Mimowolnie skinęła głową. Kobieta posłała jej lekki uśmiech , który nie pasował do jej chłodnego charakteru. Zawsze lubiła transmutacje. Zerknęła na resztę planu. Zielarstwo , Eliksiry , Obrona Przed Czarną Magią i Historia Magii. Nie tak źle. Dobrze , że nie ma dziś 2 lekcji Eliksirów. Wstała od stołu zostawiając niedojedzonego tosta i pobiegła do swojej sypialni po torbę. Powpychała opasłe tomy książek , kałamarz , pióro , parę pergaminów i potrzebne składniki do eliksirów. Rzuciła jeszcze okiem na swoje odbicie w lustrze , przygładziła lekko włosy i wyszła z pokoju. Przeszła przez pusty Pokój Wspólny. Gdzie wszyscy poznikali? Skierowała się do sali transmutacyjnej mijając innych uczniów spieszących na lekcję. Przed klasą stali niedbale Ślizgoni i paru Gryfonów. Rozbrzmiał dzwonek a McGonagall wpuściła ich do pomieszczenia. Było ono duże z ławkami ustawionymi w trzech długich rzędach i z dala od siebie ( tak na wszelki wypadek). Na ścianach wisiały różne wzory i 4 portrety czarodziejów , których nie rozpoznawała. Dziewczyna zajęła drugą ławkę w środkowym rzędzie. Wyjęła potrzebne rzeczy i wpatrywała się w temat na tablicy : Wprowadzenie do transmutacji rok 5. Szybko wyskrobała na pergaminie słowa z tablicy. Profesor McGonagall od razu przeszła do lekcji. No bo po co tracić czas na coś tak banalnego jak przywitanie uczniów?
-Dziś zajmiemy się transmutowaniem ludzkim , a dokładniej zmianą koloru włosów. Na tablicy macie definicję. Zapiszcie ją i zaczynamy ćwiczenia. Otwórzcie książki na stronie 4.
Szatynka otworzyła posłusznie księge
Natychmiastowa transmutacja. Czytała po parę razy to samo zdanie próbując zapamiętać treść , ale marnie jej to szło. Po 10 minutach zaczęły się ćwiczenia. Hermiona nie umiała się skupić ku zdziwieniu nauczycielki. Pod koniec lekcji kolor włosów dziewczyny zmienił ton o jeden odcień. No cóż , zawsze coś.-Ćwiczyć , ćwiczyć! Na następnej lekcji chcę widzieć idealnie rzucone zaklęcie - powiedziała na pożegnanie McGonagall.
Na kolejnych lekcjach było jeszcze gorzej.Zielarsto zakończyło się tym , że tentakula ugryzła ją co spowodowało szybką interwencję pani Pomfrey w skrzydle szpitalnym. Na Eliksirach pomyliła składniki w efekcie czego wszystko wybuchło rozpryskując resztki na siedzącego obok i tak już złego Harrego. To jeszcze bardziej pogłębiło jego gniew.
- Eh... Chłoszczyć!
Stolik zalśnił czystością , ale i tak Snape odjął 10 punktów Gryffindorowi. Dziewczynie coraz bardziej pogarszał się humor. Nie widziała nigdzie Freda , George'a , Rona ani Ginny. Przybita zeszła na obiad. Rzuciła okiem na stół Gryfonów. Tam też ich nie było. Był tylko wściekły Wybraniec , który wyżywał się na steku i pieczonych ziemniaczkach. Nie chciała ryzykować nowej konfrontacji , więc usiadła daleko od niego. Rozmawiała z Lavender o tym jakie straszne są te lekcje i co ich jeszcze czeka. Hermiona zjadła tylko trochę zupy warzywnej , pożegnała się z dziewczyną i powlokła się na Obronę Przed Czarną Magią. Usiadła w trzeciej ławce i wpatrywała się w tablicę. Po 2 minutach do sali weszła jakaś różowa kulka , która potem okazała się Dolores Umbridge - nowym nauczycielem. Wszędzie gdzie to było możliwe miała coś różowego. Szatynkę zemdliło , więc chciała wyjąć swój podręcznik , gdy nagle poczuła słodki zapach róż.
-Nie będziemy korzystać z tych książek kochanie! - powiedziała piskliwym głosikiem.
Dziewczyna wytrzeszczyła na nią oczy.
-Będziemy korzystać ze specialnie opracowanego przez Ministerstwo programu nauczania.
-A czy jest tam coś o użyciu zaklęć obronnych ? - zapytała.
-O użyciu zaklęć? Hihihi a kto miałby was atakować? Chochliki kornwalijskie? Hihihi. - zaśmiała się jak ropucha.
-Oh no nie wiem może Voldemort? - zapytał ironicznie Harry.
Nigdy nie widziała go w takim stanie. Miał zaciśnięte pięści a w oczach gościła nienawiść.
-Nie wymawiaj jego imienia! Nie wolno Ci! - syknęła Umbridge.
Cała klasa przyglądała się tej scence z otwartymi ustami.
-Nie słuchajcie tego młodzieńca. Postradał zmysły... - piszczała nauczycielka.
Hermiona znów spojrzała na Wybrańca. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć , ale szybko je zamknął.
-Bardzo dobrze! A teraz wracajmy do lekcji. Oto wasze podręczniki. - machnęła różdżką a stos książek wylądował na ławce lecąc do kolejnych ławek. - Otwórzcie na stronie 16 i zacznijcie czytać.
Szatynka otworzyła na wskazanej stronie. Sama teoria... Czuła się jak na Historii Magii , którą miała za chwilę. Tyle , że tam są daty , tu są definicje. Do końca lekcji próbowała pojąć cokolwiek z tego wszystkiego , niestety na próżno.
-Możecie już iść! - krzyknęła piskliwym głosikiem w tym samym momencie co rozległ się dzwonek.
Dziewczyna podniosła się ociężale , westchnęła i powlokła się za resztą uczniów na Historię Magii. To była najnudniejsza lekcja przez 5 lat. Nie mogła się skupić a oczy same się zamykały. Bezskutecznie próbowała coś zapisywać. Profesor Binns prowadził wykład na temat paktu z goblinami w 1798 roku. Czas ciągnął sie wyjątkowo wolno. Miała ochotę położyć się na kanapie w Pokoju Wspólnym i zasnąć , ale musiała pogadać z Fredem , pilnie.


Oto XII rozdział . Wydaje mi się , że pisze coraz dłuższe rozdziały , ale Wy musicie to ocenić :) Jak zwykle pragnę podziękować Martynie , Julii , Borysowi , że tak mnie wspierają i motywują oraz wszystkim czytelnikom :D Dziś dodałam nową funkcję , więc każdy może komentować mojego bloga bez konieczności logowania ! Mam nadzieje , że będzie dużo komentarzy i , że dobije dziś do 3.000 wyświetleń :D Pozdrawiam i zapraszam <3