niedziela, 16 września 2012

Powróciłam :D Tęskniliście ? A ze mną X rozdział :))

No już mi jest o wiele lepiej :) Wszystko powoli wraca do normy :D
Nutka --> Muse - I belong to you



Pociąg zaczął zwalniać. Hermiona niechętnie oderwała się od swojego chłopaka. Pocałowała go w policzek i wyszła razem z Harrym z przedziału. Skierowali się ku wyjściu. Po drodze rozmawiali o wakacjach. Czarnowłosy szantażował wuja i ciotkę , że Syriusz zrobi z nimi porządek. Śmiejąc się wyszli z pociągu. Rona nigdzie nie było. Szli kawałek a w oddali było słychać wołania Hagrida :
- Pirszoroczni tutaj , do mnie! Nie guzdrać się.
Obydwoje uśmiechneli się na wspomnienia ich pierwszego roku w Hogwarcie , o łódkach i Tiarze Przydziału. Wsiedli do powozu ciągniętego przez testrala ( widzą je tylko Ci , którzy widzieli czyjąś śmierć). W wozie był jeszcze Ron i Luna Lovegood. Ten pierwszy krzywo patrzył na szatynkę.
- No i co się tak gapisz? - syknęła dziewczyna.
Rudzielec zrobił się czerwony na twarzy.
- A co nie mogę? Co mi zrobisz? Zawołasz Freda? - warknął na dziewczynę.
Gryfonka wytrzeszczyła na niego oczy. Powóz zatrzymał się. Ron wyskoczył z niego odrazu. Wszyscy troje spojrzeli po sobie.
-Chyba jest trochę zdenerwowany - odrzekła Luna rozmarzonym głosem.
Trochę? Nie chciała rozpoczynać kolejnej kłótni , ale wszystko się w niej gotowało. Czemu on taki jest? Aż tak jest zazdrosny o brata? Niech znajdzie sobie dziewczynę to może przestanie się jej czepiać. Z zamyślenia wyrwał ją Fred. Chwycił ją za ręke i poprowadził do Wielkiej Sali po marmurowych schodach. Sala była ozdobiona jak zawsze przepięknie. Cztery długie stoły nakryte były złotymi naczyniami. Świece lewitowały na tle nocnego nieba. Przy stole nauczycielskim wszystkie miejsca były zajęte. Hermiona instynktownie spojrzała na miejsce nauczyciela obrony przed czarną magią. Zemdliło ją gdy zobaczyła tone różu na jednej osobie. Różowy beret na krótkich , kręconych włosach. Różowa szata czarodzieja a raczej sweterek. Poprostu wszystko. Gdy wszyscy zajęli miejsca przy stołach , dyrektor powstał i zaczął przemowę. Wszystkie oczy były skierowane na niego. No dobra prawie wszystkie. Brązowe oczy Freda spoglądały w oczy Hermiony. Było w nich tyle miłości. Nie docierały do niej wszystkie słowa , lecz te jak na zawołanie zapadły jej w pamięci :
- ... nową nauczycielką obrony przed czarną magią została Dolores Jane Umbridge z Ministerstwa Magii.
Hermiona na dźwięk ostatnich słów podskoczyła.
- Ministerstwa Magii ? - powtórzyli chórem.
- Co to znaczy? - zwrócił się do szatynki.
Pochyliła się nad stołem i powiedziała :
- A to , że Ministerstwo ingeruje w sprawy Hogwartu.
Wszyscy spojrzeli na nią z niedowierzeniem.
- To niemożliwe! - zaprzeczył Dean Thomas.
- Niby dlaczego mieli by to robić? - zapytał kolega Deana , Seamus Finnigan.
Zastanawiała się chwilę nad odpowiedzią , ale Fred ją uprzedził :
- Skoro moja dziewczyna mówi , że tak robią , to tak jest . Powinniście jej zaufać tak jak ja - wyszczerzył się.
Była z niego taka dumna. Pocałowała go przy wszystkich Gryfonach. Poczuła jego miękkie usta. Uczniowie powitali to z oklaskami.
- Gratulację Hermiono! - piszczały dziewczyny z entuzjazmem.
- Nieźle stary! - gratulowali chłopacy klepiąc po plecach rudowłosego. Gryfon objął ją ramieniem.
Była gotowa na wszystko.


Mam nadzieję , że chociaż trochę tęskniliście :D W każdym razie kolejny rozdział już się pisze , dzięki Juli <3 Martynie i Borysowi , którzy są moim natchnieniem i wsparciem . Dziękuje wszystkim czytelnikom , że czekaliście na X rozdział ;) Pozdrawiam i zapraszam na www.serceukazeprawde.blogspot.com ;)

piątek, 14 września 2012

Tylko mnie nie zabijcie ;/ ..

Z powodu drobnego załamania nerwowego chwilowo nie będę pisać rozdziałów .. Przepraszam z góry wszystkich którzy czekali lub czekają na rozdział X ... Wybaczcie ;/

czwartek, 13 września 2012

Rozdział IX

Nutka ---> Paktofonika - Jestem Bogiem :D



1 września Hermionę obudziły hałasy dochodzące z dołu. Zerwała się natychmiast z łóżka i pobiegła do łazienki. Wzięła prysznic , umyła zęby i rozczesała potargane włosy , nie było czasu na malowanie , chwyciła za wisiorek. Tak jak przewidziała teleportowała się do Freda. Był w kuchni i opychał się bułeczkami z dżemem . Zauważył dziewczynę dopiero po chwili. Ucałował jej rękę i wrócił do jedzenia. Usiadła naprzeciwko rudowłosego i zaczęła smarować chleb marmoladą. W między czasie rozmawiała z przyjaciółką na temat tego , kto mógłby uczyć w tym roku obrony przed czarną magią. Rozejrzała się po całej rodzinie , ale dopiero teraz dostrzegła , że Rona nie ma. Co on znów knuje? Czy coś związanego ze nią? Zastanawiała się przez moment nad tym. Po skończonym śniadaniu wszyscy znieśli swoje kufry i zwierzęta na dół. Na środku stała stara opona. Odrazu domyśliła się , że to świstoklik. Obok szatynki stał , oparty o barierkę , George . Po paru minutach zszedł Fred z nadąsaną miną. Już chciała zapytać o co mu chodzi , gdy pani Weasley klasnęła w dłonie . Ogarnęła spojrzeniem bagaże . Wszystko się zgadzało.
- No to w drogę! Stańcie wokół opony. I na 3.
Wszyscy okrążyli przedmiot. Hermiona stanęła obok Freda i Ginny.
- 1...2...3! - chwyciła świstoklik. Poczuła szarpnięcie w okolicach pępka. Wirowała chwilę , aż stanęli na dworcu w Londynie. Zaczęli kierować się w stronę peronu 9 i 3/4. Szatynka spojrzała w brązowe oczy swojego chłopaka. Nawet na nią nie patrzył. W gardle ugrzęzła jej gula , ale musiała zachować zimną krew. Przebiegła przez barierkę i znalazła się przy lokomotywie Expres Londyn-Hogwart . Nie czekając na resztę podała kufer łysemu mężczyźnie , a on włożył go do przedziału. Przepychała się z Krzywołapem w poszukiwaniu wolnych miejsc. Na samym końcu je znalazła. Wypuściła z rąk rudego kota. Odrazu usadowił się na jej kolanach. Po blisko 10 minutach do przedziału weszli : Harry , Fred i George.
- Harry! - uśmiechnęła się dziewczyna i uściskała serdecznie. Nic się nie zmienił. Czarne poczochrane włosy opadały mu na czoło , gdzie widniała blizna w kształcie błyskawicy. Zawsze był przystojny , ale byli przyjaciółmi.
- Cześć Hermiono.
- Złapaliśmy go. Już miał iść do Ginny. - zaśmiał się Fred.
Przybliżyła się do chłopaka. On chwycił ją za rękę. Uśmiechnęła się w duchu.
- Ooo to Wy razem ? - zapytał zdziwiony Wybraniec.
- A no tak.
-Wkońcu. - odpowiedział George. - Myślałem , że już nigdy jej się nie zapyta...
Wszyscy zaśmiali się głośno. Nagle poczuła ciepło z naszyjnika. Co to znaczy? Ma to związek z nimi? Postanowiła , że w najbliższym czasie zapyta o to bliźniaków. Oparła głowę na ramieniu swojego chłopaka. Rozmawiała z Harrym o nowym roku szkolnym , żartowali i grali w eksplodującego durnia. Pod wieczór przebrali się w szaty.
Wracają do domu.


Krótki rozdział ale treściwy mam nadzieje :) Martynie i Borysowi dziękuje za to co zawsze :) Proszę o komentarze :D Bardzo mnie to motywuje . Pozdrawiam i zapraszam :)

wtorek, 11 września 2012

Rozdział VIII


Nutka --> Double Trouble . <3



Słońce wschodziło powoli zza widnokręgiem. Świt rozświetlał sypialnie Freda, nie był sam. Obok niego leżała wtulona dziewczyna. Brązowe kosmyki jej włosów opadały na zaróżowione policzki. Była szczęśliwa. Pewnie śniło jej się coś niezwykłego. Chłopak obejmował ja jednym ramieniem. Nagle Hermiona otworzyła oczy. Blask porannego słońca oślepiał ją , więc szybko wstała i skierowała się do łazienki. Wzięła szybki prysznic rozmyślając o wczorajszej nocy. Było tak wspaniale. Widać było , że rudowłosy ją kocha. Wspominała jego ciało jednocześnie wycierając się. Umalowała się lekko i wyszła z łazienki. Spojrzała na Freda. Tak słodko spał. Wyszła z sypialni kierując się do pokoju Ginny. Jej przyjaciółka nadal spała. Wzięła z kufra beżową , letnią sukienkę. Założyła ją i po cichu skradała się do kuchni. Była pusta. Z lodówki zabrała mleko i płatki. Usiadła na blacie stołu i zaczęła jeść. Zimne mleko spływało do jej gardła , dając ulgę po gorącym poranku. Niespodziewanie koło dziewczyny teleportował się jej chłopak. Pocałował ją w policzek i usiadł obok niej.
-Cześć kochanie - przywitał się.
-Hej - uśmiechnęła się szatynka.
-Czemu mnie nie obudziłaś?
-Tak słodko spałeś - zachichotała.
To była prawda. Naprawdę.
-Jasne - uśmiechnął się szeroko.
Po 10 minutach cała rodzina zajadała śniadanie. W tym samym czasie pani Weasley wygłaszała swoje przemówienie.
-I pamiętajcie się spakować dziś , żebyście mi nie latali rano! Najlepiej zróbcie to teraz - zakończyła.
Hermiona posłała bliźniakowi buziaka i poszła z przyjaciółką do pokoju. Zamknęły drzwi i zaczęły szukać i zbierać do kufa swoje rzeczy.
-Co Cię łączy z Fredem? - zapytała znienacka rudowłosa.
-No... - zaczęła szatynka. Jesteśmy razem!
-Oh Hermiono... To cudownie! - rozpromieniła się Ginny.
Uścisnęły się i opowiadały sobie o chłopakach (ruda była z Harrym). Chichotały jak opętane, jednocześnie zgarniając ostatnie przedmioty do kufrów. Po pół godzinie były gotowe. Zeszły na dół , do salonu . z uśmiechem na twarzach. Hermiona odrazu usiadła na kolanach swojego chłopaka a ten objął ją w pasie , całując lekko po szyi. Znów zaśmiała się cicho a on nadal robił swoje. Wszyscy patrzyli na nich z radością. No dobra.. prawie wszyscy. Ron siedzący naprzeciwko zakochanej pary , spoglądał na nich z krzywą miną. Tak jakby widział pająka. Blady i wściekły.
- I co się tak gapisz? - syknął Fred.
-A nie mogę? Mam prawo patrzeć gdzie chcę i na kogo chce.
-Zaraz nie będziesz miał czym patrzeć - zagroził bliźniak.
Cała rodzina i szatynka wytrzeszczyli na nich oczy. Robiło się groźnie. Na szczęście chłopak miał ją nadal na kolanach , więc nie mógł się na niego rzucić.
-Przestańcie! - krzyknęły jednocześnie pani Weasley , Hermiona i Ginny.
Ron zerwał się z kanapy i pobiegł do swojego pokoju.
-Możemy porozmawiać na osobności? - szepnął ledwo słyszalnie Fred.
Skinęłam głową i poszłam za nim do jakiegoś pomieszczenia , którego jeszcze nigdy nie widziałam. Ściany koloru błękitu , brązowe zasłony zasunięte całkowicie i zielony dywan. Dziwny był ten pokój. Na samym środku stała jedynie niewielka komoda z jasnego drewna. Rudowłosy podszedł do szafki i wyciągnął mały pakunek owinięty w brązowy papier. Podał jej go i odszedł krok w tył patrząc jej w oczy.
-Otwórz. Mam nadzieję , że Ci się spodoba.
Rozerwała papier i zaparło jej dech w piersiach. Na dłoni miała naszyjnik ze srebra z wyrytym napisem : ''Miej serce i patrz w serce''. Otworzyła usta ze zdumienia. Był taki piękny!
-Za..zapniesz go? - zapytała jąkając się. Podała mu prezent. Chłopak wyszczerzył się i zapiął jej go na szyi. Hermiona poczuła przyjemny chłód srebra. Rudowłosy objął ją od tyłu za szyję i powiedział:
-Spójrz na papier.
Posłusznie sięgnęła po niego i odczytała napis:
NASZYJNIK MIŁOŚCI - MAGICZNY WYNALAZEK FREDA I GEORGE'A WEASLEYÓW. GDY DWOJGA LUDZI , KTÓRZY SZCZERZE SIĘ KOCHAJĄ MAJA GO NA SZYI , TO GDY CHWYCISZ WISIOREK BEZPOŚREDNIO TELEPORTUJESZ SIĘ DO UKOCHANEJ OSOBY. NASZYJNIK ZRYWA SIĘ Z SZYI AUTOMATYCZNIE , GDY KTÓRYŚ Z ZAKOCHANYCH PRZESTANIE KOCHAĆ TĄ DRUGA OSOBĘ.
Szatynka skończyła czytać i rzuciła się na Freda . Całowała go czule.
-Dziękuje! Jest cudowny! Idealny dla nas.
-Tworzyliśmy go z Georg'em dość długo , masz jedyny egzemplarz. Było warto _ dodał.
Pocałował ją w policzek i wyprowadził z dziwnego pokoju.
-No to jutro Hogwart! - krzyknął George do całej rodziny.



Dziękuje panu od plastyki za motyw z naszyjnikiem i wyrytym napisem. Dziękuje mojej wiernej fance ( mam nadzieje) Juli Szafrańskiej , Martynie i Borysowi :) ;**




poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział VII

Dwa rozdziały w 1 dzień :D Moja wena <3 xd Nutka to nadal The Window To The Past :>


Stali tam prawie bez ruchu z godzinę.Słuchać było tylko cykanie świerszczy i ich oddechy. Była szczęśliwa i on też. W Hogwarcie będzie jeszcze lepiej. Przesiadywanie w pokoju wspólnym Gryffindoru przy kominku. Spacery po błoniach. Rozmarzyła się. Wzięła parę głębokich oddechów i odsunęła głowę z jego torsu. Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Co się stało? - zapytał troskliwie. Spojrzała w jego cudowne , pełne miłości oczy. Otworzyła usta , ale nie wydobyło się z nich ani jedno słowo. Przybliżyła swoje usta do jego. Nasze oddechy połączyły się , a wargi złączyły w czułym pocałunku. Przywarła do niego całym ciałem a on wplatał dłonie w jej brązowe , gęste włosy. Ogarnęło ją uczucie spełnienia. Wkońcu są razem. Ron im nie przeszkodzi. Nie rozdzieli ich. Otwarła na chwilę oczy i zobaczyła stojącego za nimi Ronem. Miał morderczy wzrok. Oderwała się od bliźniaka. Rudowłosy spojrzał w stronę w , która patrzyła jego dziewczyna. Wyraz jego twarzy całkiem się zmienił. Z radosnego i wesołego zmienił się w agresywnego i wściekłego. Hermiona chwyciła go za ręke.
- Co tu robisz ? - zapytał Fred ze wściekłością.
- Patrze jak odbierasz mi dziewczynę - syknął Ron.
- Jaką dziewczynę?! Nie byliśmy nigdy razem Ronaldzie!!
- Ale mogliśmy... Tylko , że Ty wolisz jego - kiwnął głową na bliźniaka.
-Tak woli mnie! I dobrze , Ty byś ją skrzywdził - wykrzyczał Freddie. W tej samej chwili wyciągnął różdżkę z kieszeni i szybko rzucił zaklęcie.
-Drętwota!
Ron odleciał do tyłu padając na ścianę. Znów był nieprzytomny. Rudowłosy ścisnął ręke przestraszonej dziewczyny i pociągnął ja w stronę domu. Po drodze na schodach wpadli na Ginny i George'a. Ale nie zważali na to. Fred krzyknął jednak do bliźniaka:
-Dziś idź do pokoju awaryjnego!
Jakiego awaryjnego? O co chodzi? Gdzie idą? Szybko jednak dowiedziała się tego , gdyż właśnie weszli do pokoju rudowłosych braci. Chłopak wskazał na łóżko pod ścianą sugerując , żeby usiadła.
- Ron zwariował. Wsumie nic dziwnego , jesteś taka piękna. - wyszeptał gładząc szatynkę po policzku. Ta korzystając z okazji pociągnęła go do siebie i znów złączyli się w pocałunku. Całowali się coraz namiętniej i z rosnącym pożądaniem. Bliźniak położył się na dziewczynie a ta owinęła nogi wokół jego bioder. Rękoma gładziła go pod koszulką po plecach , świetnie wyrzeźbionych , od czasu do czasu drapiąc go po nich. Rudowłosy ściągnął jej bluzkę i rzucił na parapet okna. Przestał obdarzać usta dziewczyny pocałunkami , i zaczął wędrować po jej szyi . Coraz niżej , niżej.  Czuła jego oddech na swoim ciele. Odchyliła głowę lekko w bok zamykając ponownie oczy. Chłopak nadal całował jej szyję z przymkniętymi powiekami. Nie interesowało ich , która godzina , ani to czy ktoś może im przeszkodzić. Liczyło się tu i teraz. Obydwoje myśleli nad tym co będzie w Hogwarcie. Czy przetrwają i co z wojna z Voldemortem. Szybko przestali się tym przejmować wracając do siebie. Przewrócili się na bok , a dziewczyna prawie natychmiast zasnęła w objęciach swojego chłopaka. Ale co przyniesie jutro ? ....


No więc dzięki wam i mojej dzisiejszej wenie jest VII rozdział :D Inspiracją do tego akurat rozdziału byli nieodłączni fani : Martyna ( <3 ) , Borys ( ;3 ) , Julia Szafrańska ( ;D ) . Dziękuje wam !! :) Oraz wszystkim którzy czytają mojego bloga :) Pozdrawiam .

Rozdział VI

Z racji tego , że jestem chora rozdziały powinny być szybciej . Nutka na dziś ---> Na tych osiedlach II oraz jak zwykle The Window To The Past :)


Spojrzała na niego nienawistnym wzrokiem. Czy on myśli , że słowo ''wybacz'' mnie złamie? O nie! Tego było już za wiele. Wyrządził mi tyle cierpienia , i nie tylko mi. Nie panowała nad sobą. W tym momencie była jedną, wielką bombą zegarową. Ręka sama zacisnęła się w pięść. Wycelowała w jego szczęke i jednym szybkim ciosem uderzyła go. Chłopak zakołysał się do tyłu tak , że wpadł na stolik rozbijając lampę naftową na tysiąc kawałeczków. Ćmy odleciały w popłochu przez otwarte okno salonu i zniknęły w ciemności. Ron leżał nieprzytomny z rozciętą wargą i z krwią cieknącą na podłogę. Widok był dość przerażający. Strużka krwi płynęła z jego ust pomiędzy popękane szkło i naftę. Dziewczyna spojrzała na to wszystko z niesmakiem i wybiegła z salonu prosto do ogródka. Była zimna sierpniowa noc. Księżyc rozjaśniał swoim blaskiem pobliskie drzewa i krzaki oraz parę kociołków. Wiatr lekko poruszał kosmykami jej brązowych włosów. Wyrywała kępki trawy,żeby trochę się opanować. Jeszcze 2 dni. Myślała o Hogwarcie coraz częściej. To był jej trzeci dom. Tak trzeci , pierwszy to dom rodzinny , drugi to dom Weasley'ów a trzeci to właśnie szkoła. Mogłaby siedzieć godzinami w bibliotece i przeglądać z nosem w książkach przeróżne księgi. Wdychać ich zapach , czuć tą wiedzę , która została zapisana w nich. Mogłaby też spotykać się codziennie z Fredem. Czuć jego bliskość , dotyk , ciało , oddech na swojej szyi i pocałunki na swoich ustach. Chciała , żeby tu był. Właśnie teraz. Właśnie tu , obok niej. By móc czuć się bezpiecznie , czuć , że jest się kochanym. Jej myśli znów powędrowały do rudowłosego chłopaka i jego roześmianych oczach , miękkich ustach i uśmiechu pełnym czułości.
Niestety , w jednej chwili wszystko się zmieniło. Jasne płomienie wirowały w powietrzu by chwilę potem zapalić cały dom . Nora płonęła. Dziewczyna zamarła. Śmierciożercy. Atakują... Szatynka błyskawicznie wyciągnęła z kieszeni spodni różdżke.
- Lumos ! - szepnęła a z końca różdżki wydobył się wątły promień światła. Podbiegła bliżej domu , rozglądając się na boki. Nie było nikogo. Dziwne. Nie myśląc dłużej nad tym zaczęła przypominac sobie zaklęcie wodne.
- Myśl , myśl! - mówiła do siebie. - Mam ! Aquamenti!
Tym razem z różdżki wydobył si duży strumień wody. Hermiona gasiła ogień tak długo , aż ostatni płomyczek nie zniknie ze ścian Nory . Niestety część domu była już zniszczona. Chwilę później spojrzała na niebo szukając śmierciożerców na jiotłach. Jednak ich nie było. Zamiast tego na ciemnym , granatowym tle pojawił się MROCZNY ZNAK. Serce podskoczyło jej do gardła. Zrobiło jej się słabo. Upadła bezwładnie na ziemię. Czyżby kogoś zabili? Kogo? Jak? Kto? Zadawała sobie te pytania przez parę minut. Nagle poczuła , że ktoś kładzie jej ręke na ramieniu. Myśląc , że to jeden z atakujących krzyknęła:
-Levicorpus!
Nieznajomy oderwał się od ziemi i zawisł parę cali nad nią , głowa w dół.
-Aaaaaaa!!
Rozpoznała ten głos. To był Fred. Zawstydzona całą sytuacją roześmiała się lekko.
-To tak witasz się ? Chyba muszę zacząć się Ciebie bać Hermiono. - powiedział bliźniak z głową do góry nogami. - Czy mogłabyś mnie postawić jak już skończyć się śmiać ? - zapytał rozbawiony.
- Ohh , tak jasne . Liberacorpus! - powiedziała a Fred znów wylądował na ziemi. Patrzyła chwilę na niego. Chłopak podszedł do niej i chwycił ja w objęcia. Poczuła przyjemne ciepło. Łzy spływały od czasu do czasu z oczu obojga zakochanych. Martwił się o nią , a ona o niego. Nagle ścisnęło ją w gardle.
-Kto umarł? - zapytała ledwo powstrzymując nowe łzy.
-Nikt. To była jakaś sztuczka śmierciożerców. Chcieli nas nastraszyć. W pierwszej chwili myślałem , że to Ty , więc pobiegłem Cię szukać. Ale gdy nie znalazłem Cię w sypialni pobiegłem tutaj , a resztę już znasz.
Kamień spadł mi z serca. Więc jednak nikt nie zginął. Szczęśliwa z tego powodu przytuliłam się mocniej do chłopaka , a on oparł brodę o jej głowę.
- Co teraz będzie? - zapytała szeptem dziewczyna .
- Z nami czy z całą resztą ?
- Z tym i z tym.
-  Będziemy walczyć. Razem. Jako chłopak i dziewczyna. - odpowiedział bez zawachania.
Dziewczyna rozpromieniła się. Czuła , że wszystko będzie dobrze. Damy razem ze wszystkim radę. Miłość zwycięży. Stali tak długo oświetlani przez blask księżyca. Liczyli się tylko oni. Byli jednością.




No więc jest VI rozdział :D Rozdział dedykuję standardowo Martynie ---> dzięki której nadal piszę i planuje rozdziały :D oraz Borysowi :))) Czekam na komentarze z opinią :D

sobota, 8 września 2012

Rozdział V

Nutka na dziś i jutro :D - Dumbledore Army :)


Dziewczyna spojrzała na rudowłosego . Był lekko zdezorientowany .
- Co jest ? - zapytała . Podeszła do niego bliżej , splotła palce z jego dłońmi . - Chcę się zemścić Za Ciebie , za nas . Nie odpuszczę mu .
- Ale ... - zaczął , ale uciszyła go pocałunkiem . Jego usta były miękkie , ciepłe i przyjemne . Oderwała się od chłopaka i szybkim krokiem opuściła pokój Freda zostawiając go na jego środku . Szła chwilę po schodach bez trudu znajdując pokój Rona , zresztą na drzwiach sypialni było napisane koślawym pismem jego imię . Wparowała do tak znanej jej sypialni . Ściany poobwieszane były plakatami ukochanej drużyny . Okna zostały zasłonięte okropnymi , pomarańczowymi firankami . Łóżko niedbale pościelone . Nie było go tam . Gdzie on poszedł ? . Nagle dostrzegła coś , co zwaliło ja z nóg . Na małej szafce nocnej z ciemnego drewna stały ramki , magiczne ramki w których zdjęcia się poruszały . Hermiona jednak przejęła się samymi zdjęciami . Z komody machała do niej dziewczyna o kasztanowych włosach i brązowych pięknych oczach . Uśmiechała się . Odrazu ją rozpoznała . To była ONA . Dziewczyna podeszła bliżej do szafki i wzięła ramkę w obie dłonie , ale nie była to tylko 1 , ale co najmniej 5 . Szybko podjęła decyzję .
- Uciekajcie - powiedziała chłodnym głosem to swoich podobizn . Szatynki uciekły z piskiem . Gdy w żadnej ramce nie było już nikogo , dziewczyna cisnęła nimi wszystkimi o ścianę . Była wściekła nie tylko na niego , ale tez na samą siebie . Jak mogła być taka głupia by gniewać się na Freda ? Przez Rona wszystko mogło się skończyć . Usiadła na byle jak pościelonym łóżku i schowała twarz w roztrzęsione dłonie . Parę łez spłynęło po policzkach . Dziś sporo płakała . Ale co miała zrobić ? Wzięła kilka głębokich wdechów dla uspokojenia .  Ogarnęła spojrzeniem cały pokój . Po co ma robić większy bałagan ? To nie ma sensu . Przeszła przez resztki ramek na zdjęcia , po czym zamknęła za sobą drzwi z hukiem . W głowie miotało się tyle myśli . Nie mogła ich poskromić . Powoli analizując wszystko co zdarzyło się dzisiaj zeszła na dół do kuchni . Niedługo koniec wakacji , co oznacza Hogwart . Była na 5 roku a Fred na 6 . Będą mogli się widywać codziennie . Spędzać dużo czasu wspólnie , śmiać się , rozmawiać i odrabiać lekcje . Zaraz , zaraz . Odrabiać lekcje ? Zaśmiała się sama do siebie . Jeśli będzie z bliźniakiem to on napewno nie pozwoli jej robić zadań domowych . Z zamyślenia wyrwały ją jakieś huki i trzaski . Zastała pana Weasleya majstrującego coś przy szczoteczce do zębów . Przedmiot latał i wirował po stole jak mucha , a mężczyzna próbował uniknąć przypadkowego ciosu . Dziewczyna uśmiechnęła się blado i powiedziała :
- Dzień dobry panie Weasley . Artur Weasley podniósł ledwo zauważalnie głowę kiwnął nią lekko i uśmiechnął się krótko :
- Ah witaj Hermiono . Po tej bardzo krótkiej wymianie zdań , szybko wrócił do czarowania zielonej szczoteczki . Szatynka skierowała się ku salonowi . Usiadła na wygodnej starej kanapie . Wdychała zapach wydobywający się zza okna . Trochę skoszonej trawy , kwiatów i dymu z kociołków . Przed sobą miała sporej wielkości lampę naftową . Wokół niej latało parę sporej wielkości ciem . Przez chwilę wpatrywała się w stworzonka , myśląc co ja spotka w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie . Przed oczami stanął jej obraz uśmiechniętego i roześmiane Freda . Z uśmiechem zapadła w głęboki sen .
Nic nadzwyczajnego jej się nie śniło . Jakieś ptaki , łąka , książki i coś czego nie pamięta . Obudziła się w czyiś objęciach , silnych i mocnych ramion . Potarła oczy i ziewnęła przeciągle . Sądziła , że to Fred , więc odwróciła się w jego stronę . Oj jak bardzo się wtedy myliła ... Oj , jak bardzo .. Zerwała się natychmiast z kanapy tak , że spadła na dywan . Szybko się otrzepała .
- Ron !! Jak śmiesz mnie dotykać ! Jak śmiesz się do mnie wogóle zbliżać po tym wszystkim !? Czy Ty sobie zdajesz sprawę z tego CO zrobiłeś ?! Własnego brata ! Jak mogłeś ! Na dodatek kazałeś mu mnie krzywdzić ! I po co to wszystko ? Masz jakąś obsesje czy co ? - wrzeszczała dziewczyna . Łzy stanęły jej w oczach . Chciała to zakończyć raz na zawsze . - Nasza przyjaźń jest skończona jasne ? Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego ! Zrozumiałeś ? - zapytała , czując jak po jej policzkach spływały gorące łzy . Nie mogła opanować drżenia rąk . Chwilę potem Ron drgnął i wyszeptał :
- Hermiono ... wybacz mi ..




No to 5 rozdział już jest :D Ten rozdział też mi się podoba , chociaż nie tak bardzo jak 4 ;) No ale cóż , Wy sami ocenicie jaki jest :D Dedykuję cały rozdział Martynie i Borysowi :D Dziękuje , że jesteście :D !!